Czytelnicy piszą…

Czytelnicy piszą…

65) 23 stycznia 2016      http://zaczytana.com.pl         Złamane pióro

Borochowska Małgorzata Maria
„Złamane pióro”

Są takie książki, które wymagają słów innych niż zazwyczaj. Albo inaczej – słowa te same, ale ich połączenie i kontekst użycia sprawiają, że czyta się je w inny sposób, mniej dosłownie, po prostu głębiej. Takie właśnie jest „Złamane pióro”. Autorka nie zasypuje nas ogromem wyszukanego słownictwa, którego w większości nawet nie znamy, a z pewnością nie rozumiemy. Ona używa słów takich jak my, a jednak brzmią one odmiennie, dostojniej i jakoś tak lepiej. Jakby każde z nich znało przynależne sobie miejsce, jakby żadne nie wybiegało przed szereg, chcąc stworzyć coś w pełni harmonijnego. Tym samym potwierdza się prawda stara jak świat – słowa mają moc. Większą, niż byśmy mogli przypuszczać.

Emily i Jacob. Zafascynowały mnie losy tych dwojga. Tak inni od mojego świata, tak nieprzystający do moich wyobrażeń o idealnej historii miłosnej, tak nierzeczywiści, a jednocześnie szalenie prawdziwi. Nie wiem, w jaki sposób i dlaczego jedno nie wykluczyło drugiego. To pewnie znowu magia słów. Pozornie zwyczajna opowieść – ona, początkująca pisarka, on – sławny architekt, każdy ze swoim bagażem doświadczeń, czasem ciężkich. Pozornie wszystko przewidywalne – inne, nieprzystające do siebie światy, piętrzące się przeszkody i happy end z przesłaniem, że miłość zawsze zwycięża et cetera. Tylko, że w tym było coś więcej…

…Dziwne były te ich rozmowy, od Hitlera, przez obrońców praw zwierząt, po Kościół i wiarę. Dziwne były, ale wciągały. Bez reszty. Nie ze wszystkim się zgadzałam, ale chyba nie taki był zamysł. Nie wiem, czy słusznie, ale postawę Emily przeniosłam na grunt uogólnienia współczesnych stosunków międzyludzkich. Tak często rozmawiamy przecież na tematy światopoglądowe, o polityce, religii, historii, nie mówiąc tak naprawdę nic o sobie z wyjątkiem tego, na kogo głosowaliśmy albo co sądzimy na temat Kościoła. Z tych wielkich tematów tworzymy mur, który odgradza nas od reszty świata. Żeby tylko ktoś tak naprawdę nas nie poznał, żeby nie dowiedział się, kim tak naprawdę jesteśmy…

Ta skrywana, często niedopowiedziana, przeszłość bohaterów  przeplatana jest nieprzeciętnym humorem. Dawno nie czytałam tak zabawnej sceny jak ta, gdy małe butki Emily doprowadzają do łez pijanego przyjaciela Jacoba i czynią ją w oczach wstawionego adoratora ideałem kobiety i materiałem na przyszłą żonę. Wplecionej „Bajce o królu” też komizmu nie brakuje.

Dlaczego chciałabym polecić Wam „Złamane pióro”? Bo to książka inna niż wszystkie, które do tej pory czytałam. Taka, która da wiele czytelnikowi, ale też od niego wymaga. Tutaj nie masz wszystkiego podanego na tacy, sam doszukujesz się sensu, budujesz własną interpretację, a to ten rodzaj czytania, który – poza dostarczaniem przyjemności – rozwija.

Moja ocena: 9/10

Tytuł: Złamane pióro
Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Wydawnictwo: Poligraf
Stron: 357

Materiał źródłowy: http://zaczytana.com.pl/index.php/2016/01/23/borochowska-malgorzata-maria-zlamane-pioro/

64) 22 stycznia 2016 http://dywagacjenadherbata.blogspot.com     Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska

Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: Złamane pióro
Wydawnictwo: Poligraf
Rok: 2012

Jak wiedzą czytelnicy Dywagacji, jestem raczej nieufna w stosunku do polskich autorów. Zraziłam się tylko Ziemkiewiczami, Lewandowskimi i Michalakowymi. Jednakże promowanie dobrych pisarzy z Kraju Kwitnącej Lipy uważam za ważną rzecz – trzeba się chwalić tym, co dobre, nieprawdaż? Dlatego czasami sięgam po książki polskich autorów. Tacy, którzy wkładają sporo wysiłku i uwagi nie tylko w napisanie swego dzieła, ale też jego promowanie, zasługują na szczególną uwagę i mają u mnie +10 na starcie. Kiedy więc pojawiła się okazja do przeczytania powieści, o której Wam dziś opowiem, nie zastanawiałam się długo.

Nietypowo dla mnie zacznę nie od zarysu fabuły, lecz od kwestii wizualnych. Książka po prostu wygląda wspaniale. Okładka jest świetna – elegancka i przyciągająca wzrok. Papier jest przyjemny w dotyku i tylko do czcionki mogłabym się przyczepić – dla mnie była ciut za mała, aby czytać bez żadnego problemu.

Główną bohaterką powieści była Emily, młoda, zdolna pianistka, która po zakończeniu studiów postanowiła uczynić rzecz niezwykłą – sprzedać mieszkanie w mieście i przenieść się na wieś, do domku, który odziedziczyła po dziadkach. Dlaczego? Albowiem ta młoda kobieta postanowiła napisać książkę fantastyczną i liczyła, że na wsi znajdzie inspirację, spokój i ciszę.

Okazało się jednak, że życie miało dla Emily niespodziankę – i nie chodziło o to, że na wsi potrafi być naprawdę głośno i ogólnie nie aż tak przyjemnie. Otóż okazało się, że los chciał, aby sąsiadem Emily stał się inteligentny przedstawiciel płci przeciwnej, artystycznie usposobiony Jacob, któremu młoda pisarka przypadła do gustu. Czy okazać się on miał inspiracją, czy też raczej wpływać ujemnie na proces pisania książki – o tym musicie dowiedzieć się sami.

Bohaterowie są zdecydowanie nietuzinkowi. Bałam się, że będą to postacie mocno szablonowe, ale mój lęk okazał się całkiem niesłuszny. Emily i Jacob okazali się bardzo dobrze poprowadzeni, ich charaktery są nietuzinkowe, rozmowy pełne ciekawych spostrzeżeń a działania bardzo naturalne. Szczególnie niezwykła miłość Emily do synonimów przypadła mi do gustu, a to tylko jedna z nietypowych cech tej bohaterki.

Szalenie podobał mi się motyw pisania książki jako metody terapeutycznej. Emily nie tylko chciała przelać swoją opowieść na papier, równie ważne było dla niej to, aby pokonać swoje lęki i uporać się z problemami. Genialny pomysł, naprawdę. Podkreślenie tego, że tworzenie historii wpływa kojąco i może pomóc znaleźć rozwiązania problemów jest bardzo dobrym pomysłem. Kreatywność jest dobra, pokazujmy to!

Bałam się wątku miłosnego. Drżałam jak osika na myśl o tym, że może on zmniejszyć przyjemność płynącą z czytania powieści – głównie dlatego, że nierzadko miałam okazję zetknąć się z wątkami miłosnymi poprowadzonymi fatalnie. Jednakże, ku mej uldze, autorka nie zawiodła mnie i dobrze opisała relacje między Emily i Jacobem. Ich dyskusje na tematy nierzadko trudne były fascynujące i pozwalały zrozumieć ich charaktery i sposób myślenia.

Język, którym napisano powieść, przypadł mi do gustu. Jest zarazem elegancki i dość łatwy w odbiorze, strony pochłania się prawie tego nie zauważając. Książka jest inteligentna i zabawna, wymaga jednak nieco skupienia i może zmusić do refleksji oraz ogólnego wysilenia własnej imaginacji. Interpretacja niekiedy nie jest łatwa, ale każdy, kto nie lubi płytkich książek, powinien świetnie się bawić. Nie jest to powieść, którą można przeczytać, odłożyć i zapomnieć. Kwestie w niej poruszone będą czytelnikowi towarzyszyć jeszcze długo po zamknięciu książki.

 Poza tym rozdziały ułożone zostały naprzemiennie – po jednym poświęconym Emily następuje tekst z jej powieści. Ktoś mógłby powiedzieć, że taka kompozycja może utrudnić odbiór fabuły, ale ja myślę, że daje nam to możliwość wglądu w umysł Emily. Możemy oto poznawać nie tylko wydarzenia z jej życia, ale też to, co działo się w jej wyobrażonym świecie, który przecież zależny jest od tego, czego doświadczyła, co ją niepokoiło i czego pragnęła.

Złamane pióro to debiutancka powieść tej autorki, będę śledzić dalej jej karierę i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła dopaść jej kolejne dzieła.

Polecam fanom literatury obyczajowej doprawionej szczyptą fantastyki. Jest to powieść, którą dobrze się czyta, akcja i część opisowa są w dobrych proporcjach do siebie. Powieść nie nuży, trzyma w napięciu i dostarcza wiele radości czytelnikowi.

Materiał źródłowy: http://dywagacjenadherbata.blogspot.com/2016/01/232-zamane-pioro-magorzata-maria.html#more

63) 20 stycznia 2016     http://okrety-mysli.blogspot.com     Złamane pióro

Małgorzata Maria Borochowska
„Złamane pióro”

Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: „Złamane pióro”
Ilość stron: 360
Rok wydania: 2012

W obecnych czasach trudno znaleźć książkę, która wyróżnia się czymś szczególnym na tle innych. Niniejsza lektura zaskakuje już od pierwszej strony, która poetyckim językiem wprowadza czytelnika w niesamowity klimat powieści. Powieści która uczy i bawi, ale wymaga również skupienia i poświęcenia dla niej swojego cennego czasu. Debiutancka powieść Małgorzaty Marii Borochowskiej to prawdziwy literacki majstersztyk, który porusza tematy życia codziennego w niebanalny sposób. Niebawem możemy spodziewać się kolejnych publikacji autorki.

Główną bohaterką jest dwudziestopięcioletnia Emily, która po skończeniu studiów sprzedaje swoje mieszkanie w mieście i przeprowadza się na wieś. Swoje życie planuje poukładać na nowo w domu odziedziczonym po zmarłych dziadkach. Plany na najbliższy czas związane są z tworzeniem powieści, a sielski klimat ma pomóc znaleźć wenę twórczą. Dodatkowo musi doprowadzić nowe miejsce zamieszkania wraz z obejściem do względnego porządku. Na wsi szybko poznaje nowych sąsiadów, przy czym już od pierwszej chwili wyjątkowo wyczuwa sympatię do Jacoba. Każdego dnia spędza z nim czas przy filiżance kawy, podejmując przy tym szereg trudnych ale jakże ważnych wątków.

Ona pisarka, on architekt. Te dwie artystyczne dusze połączyło wiele zagmatwanych i kontrowersyjnych tematów, których często się podejmowali w trakcie rozmów. Ich spojrzenie na świat jest wyjątkowo ciekawe, warte tego aby się z nimi zapoznać. Emily i Jacob rozmawiają min. o rasizmie, polityce, ekologii czy spojrzeniu na wiarę. Codzienne spotkania coraz bardziej zbliżają ich do siebie. Mężczyzna czuje wyraźną sympatię do swojej sąsiadki, a ona z uwagi na swoją przeszłość nie pozwala mu zbliżyć się do siebie. Niestety nie poczułam sympatii do głównej bohaterki. Często drażniło mnie jej zachowanie, a podejmowane decyzje zaliczałam do irracjonalnych. Myślę, że w rzeczywistości nasza znajomość nie miałaby prawa bytu. Natomiast o wiele ciekawszą postacią wydaje się być postać drugoplanowa, jaką jest Alicja – koleżanka Emily.

Debiutancka powieść autorki to rodzaj prozy, którą należy się powoli delektować. Uważam, iż czytając książkę szybko i bez skupienia stracilibyśmy jej największy sens. Lektura zmusza czytelnika do myślenia, przeanalizowania pewnych kwestii. Kilkakrotnie musiałam odłożyć powieść, aby po pewnym czasie znowu do niej wrócić pełna zaangażowania i zapału. Jeżeli szukacie łatwej i niezobowiązującej do myślenia lektury to zrezygnujecie już po kilku pierwszych stronach. Egzemplarz charakteryzuje się symboliką, metaforami oraz nagromadzeniem synonimów, których byłam pewna podziwu dla autorki. Wielokrotnie zdarzyło się, iż pewne określenia podkreślałam i czytałam kilkakrotnie nie mogąc wyjść z zachwytu nad kreatywnością Pani Małgorzaty. Język powieści jaki zastosowała autorka jest niezwykle bogaty i kwiecisty, a jednocześnie zróżnicowany. Autorka używa wiele pięknych i wyniosłych słów, aby za chwilę zastosować kilka dosadnych przekleństw. Dla jednych taka różnorodność może być zaletą, dla innych wadą. 

Za egzemplarz dziękuję autorce książki.

Materiał źródłowy: http://okrety-mysli.blogspot.com/2016/01/magorzata-maria-borochowska-zamane-pioro.html

62) 10 stycznia 2016r http://wirtualnaksiazka.blogspot.com Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Borochowska

Są takie książki, które od razu zapadają w pamięć, reminiscencję, wspomnienie. Są takie publikacje, które wyzwalają emocje; niezapomniane wrażenie, ekscytację, napięcie. Są takie powieści, które wywołują radość, zadowolenie, uciechę, ale i wzruszenie, przejęcie, rozczulenie. Do takich właśnie dzieł należy Złamane pióro.

 

Autorka: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: Złamane pióro
Wydawnictwo: Poligraf
Ilość stron: 360

„Talent to kwestia wyboru. Człowiek musi zrobić w życiu tylko dwie rzeczy: umrzeć i dokonać wyboru”.

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Nie wiem jak zacząć mówić pisać o tej książce, by nie urazić jej, ani pani Borochowskiej swoim niezgrabnym pisarstwem. Swoim niekompletnym, nieskomplikowanym, nieprofesjonalnym warsztatem. Zapytacie, czemu mam takie obawy? Odpowiem prosto i zwyczajnie: książka to (jak dla mnie) nasze, polskie, własne mistrzostwo świata. Nie spotkałam dotąd literatury tak pięknej, tak subtelnej i tak wyrafinowanej jak powyższa publikacja.

Sam zarys fabuły wydaje się banalny: dwudziestopięcioletnia Emily Crew przyjeżdża na wieś, by zamieszkać w domu odziedziczonym po zmarłych dziadkach. Dziewczyna chce tu znaleźć ukojenie, spokój i ciszę, by zatopić się w swojej pasji – pisarstwie. Zamierza stworzyć powieść, która pozwoli jej uwolnić się od przeszłości. Wydarzyło się bowiem coś, o czym Emily chce zapomnieć, a co usilnie nie daje jej wytchnienia… Już w pierwszy dzień spotyka Jacoba Stuarta – ciemnoskórego architekta – geniusza, którego codzienne kawy w domu (jak się okazuje) sąsiadki stają się rytuałem, zwyczajem, obrzędem. Myli się jednak ten, kto stwierdzi, że historia jest błaha i przewidywalna. 

Emily z Jacobem zaczynają prowadzić dyskusje na wszelkie tematy, których dziś boi się świat: rasizmu, Hitlera, wiary, Boga, ekologii. Czytając ich rozmowy miałam wrażenie, że wraz z nimi siedzę w przytulnym wiejskim domu, przysłuchując się ich rozważaniom, nieświadomie utożsamiając się z ich poglądami. Nieustannie zastanawiałam się „co ja sądzę?”, „co ja myślę?”, „dlaczego tak jest?” – przez co odczuwałam jeszcze większe napięcie emocjonalne podczas lektury. Podziwiałam zdecydowanego, stanowczego Jacoba, równocześnie kibicując spokojnej, mającej zamiłowanie do synonimów Emily. Tak, synonimów. Właśnie teraz łapię się na tym, jak wspaniałe jest ich używanie, przy jednoczesnym ciągłym odkrywaniu, jak piękny jest nasz rodzimy język! Jak wiele rzeczy można powiedzieć, jak dużo wyrazić emocji za pomocą… Słów.

Na uznanie, pochwałę, aprobatę zasługuje kompozycja szkatułkowa, którą autorka wplotła w historię głównych bohaterów. Pisarska opowieść Emily o Wybranej i Generale stanowi ciekawe oderwanie się od prowadzącego, napędzającego wątku. Wyjaśnia wiele kwestii, ukazuje psychikę dziewczyny w taki sposób, by można ją było zrozumieć. Karty zostają odkryte; dowiadujemy się co oznacza fortepian na okładce książki, jak bardzo dramatyczne wydarzenia mogą zmienić człowieka, jaki wpływ ma uczucie na relację z drugą osobą.

Bałam się tej lektury. Naprawdę. Odkąd tylko ją otrzymałam, liczyłam się z tym, że będzie trudna, nienależąca do gatunku tych łatwych i lekkich; jeśli więc liczycie, że pochłoniecie tę książkę w jeden wieczór – muszę Was rozczarować. Złamane pióro potrzebuje uwagi, oprawy, skupienia, interpretacji. Książkę tę się delektuje, smakuje, próbuje. Wymaga ona od czytelnika, ale to naprawdę wspaniałe wrażenie, czuć, że obcuje się z czymś tak pięknym. Przeczytałam i moją pierwszą myślą było: czy jeszcze kiedyś trafię na TAKĄ literaturę w polskim wydaniu? I czy dane mi będzie kiedyś tak pięknie posługiwać się moim ojczystym językiem? Nie wiem.

Polecam, ogromnie polecam i już mam chęć na drugą część pod tytułem: Trajektoria lotu.

OCENIAM: 6/6!

Za możliwość przeczytania książki ogromnie dziękuję Autorce.

Materiał źródłowy: http://wirtualnaksiazka.blogspot.com/2016/01/zamane-pioro-magorzata-borochowska.html

Opublikowano również na: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamane-pioro/opinia/30679561#opinia30679561   empik.com, matras.pl  bonito.pl

61) 07 stycznia 2016     http://naczytane.blogspot.com     Złamane pióro

Książka niełatwa a potrzebna:

„Złamane pióro”
Małgorzata Borochowska

Każdy kto kocha książki, lubi czasami przeczytać powieść, która będzie wyróżniała się czymś niezwykłym. Każdy z nas potrzebuje niekiedy istnej „uczty dla duszy” i taką książką jest „Złamane pióro” Małgorzaty Borochowskiej.

   Fabuła z pozoru jest dość banalna; 25-letnia Emily, zraniona przez życie i przez bliskich postanawia przeprowadzić się na wieś, do starego domu swoich dziadków, który położony jest w malowniczym zakątku, rodem z malarskich pejzaży czy też ze snów. Tam spotyka nowych sąsiadów a wśród nich czarnoskórego Jacoba, z którym zaczyna łączyć ją szczególna, tajemnicza więź, silniejsza niż przyjaźń, lecz również silniejsza niż miłość. Niektórzy nazwaliby to duchowym połączeniem, spotkaniem się przyjaciół po kilku stuleciach tułaczki w różnych ciałach i w różnych wcieleniach. Jeszcze inni powiedzieliby, że takie porozumienie spotyka kogoś, kto kiedyś był jednym i teraz na nowo spotyka się ze samym sobą.

Długie, godzinne rozmowy między Emily i Jacobem to właśnie to, co tą książkę najbardziej wyróżnia na tle innych; one nie są banalne, nie dotyczą najnowszego odcinka „Zbuntowanego anioła” ani wyższości schabu nad drobiem; ich rozmowy poruszają tematy tak trudne i tak ciężkie, że podczas ich czytania umysł pracuje na najwyższych obrotach. Ich podglądy są na tyle różnorakie, by czytelnik mógł sam się do nich odnieść, by mógł się z nimi zgodzić bądź im zaprzeczyć.

Mało jest powieści, które wręcz zmuszają do myślenia – „Złamane pióro” bezsprzecznie jest w pierwszej dziesiątce tych, które robią to najbardziej spektakularnie.

„Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się wielkie rzeczy…”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Inną, równie ważną charakterystyczną cechą tej książki jest „powieść w powieści”. Autorka na kartach przedstawia historię pisaną również przez Emily a więc autorka stworzyła postać, która również jest autorką. I niby z pozoru wydaje się to łatwe i banalne, lecz w gruncie rzeczy trudno jest pisać o dwóch fabułach jednocześnie i zachować między nimi zasadny i potrzebny odstęp, by wyróżniały się one między sobą i by dwojako zachwycały czytelnika. Pani Małgorzacie zabieg ten się udał. (…)

Na pochwałę zasługują niebanalne sylwetki bohaterów; nie są to „standardowe” postacie, mają pewną dozę niecodzienności a co najważniejsze – posiadają wady, co powoduje, że są bardziej bliskie czytelnikowi, niż niejedna kreacja z filmów czy bestsellerów.

Usłyszałam kiedyś, że najbardziej denerwują nas tacy bohaterzy, filmowi czy też książkowi, którzy przypominają najbardziej nas samych. Emily niejednokrotnie doprowadzała mnie do furii, ale być może dlatego, że w gruncie rzeczy jest taka podobna do mnie, chociaż na co dzień tego nie widać; w razie problemów ucieka w świat słów i liter i tam stara się skorygować to, co złe i smutne. Prostuje rzeczywistość przenosząc ją w fikcję. Trochę jak ja.

Zdecydowanie nie jest to książka odpowiednia na zrelaksowanie się po ciężkim dniu. „Złamane pióro” męczy mózg, fałduje go i powoduje, że neurony mają co robić. Ale to jest jak najbardziej w porządku, bo w dzisiejszej dobie „łatwości” wszystkiego warto postawić na książki trudne i nieschematyczne. Ot, tak, dla siebie. I dla swojej duszy.

„Wybacz sobie i innym. Jesteś wystarczająco doskonała.”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Materiał źródłowy: http://naczytane.blogspot.com/2016/01/ksiazka-nieatwa-potrzebna-zamane-pioro.html

60) 6 stycznia 2016     http://asafewarmplacewithbooks.blogspot.com     Złamane pióro

Pisarskie katharsis:

„Złamane pióro”
Małgorzata Maria Borochowska

 Jak to jest z tym spadaniem na samo dno? Czy rzeczywiście trzeba być aż tam, żeby móc się odbić? Czy musimy wiedzieć, jak to jest, kiedy nie ma już żadnej nadziei by wziąć się za siebie, nie chcąc tego przeżyć ponownie? Jedno jest pewne: takie katharsis ma zbawienne skutki, jeśli tylko ma się na tyle siły, by faktycznie odbudować się po upadku, do czego też na pewno potrzebne jest wsparcie, które czasem przychodzi z zupełnie nieoczekiwanej strony. Pierwszą i najtrudniejszą rzeczą jest jednak to, jak poradzimy sobie z własnymi problemami, i tu pojawia się odwieczny dylemat: walka czy ucieczka.

Emily postanawia przenieść się na wieś. Jest to decyzja, której nie pochwala jej rodzina, nawet najbliższa przyjaciółka, Alicja, próbuje ją od tego odwieść. Decyzja jest spontaniczna, podyktowana emocjami, chęcią ucieczki i odizolowania się, tłumaczona na szybko chęcią napisania książki. Zostaje też szybko zrealizowana, a szczęśliwa właścicielka domu po dziadkach, z trzema kartonami książek i laptopem jako ostatnimi niezbędnymi do przeniesienia dobrami, dociera na miejsce, by zakopać się w odosobnieniu. Pierwsza przeszkoda to zamknięta na amen furtka, a w ramach drugiej, trzeciej i czwartej występuje grupka przyjaciół z sąsiedztwa, pałająca aż nazbyt widoczną chęcią pomocy nowej w okolicy, młodej i niebrzydkiej pannie. Jednym z trójki pijanych rycerzy jest Jacob Stuart – znany Emily z widzenia i opowieści przyjaciółki, która była jego studentką i z wykładów wyniosła entuzjastyczny zachwyt jego osobą. Ciemnoskóry architekt wydaje się być żywo zainteresowany nową sąsiadką.

Zanim pomyśli się, że „Złamane pióro” to po prostu zwyczajny romans, trzeba się dowiedzieć czegoś o bohaterce. Tą odrobinę informacji, przesądzającą o charakterze książki, ale nadal tak skąpą, by nie pozwalała się domyślić całej skomplikowanej prawdy, dostajemy już na samym początku:
25-letnia uciekinierka ma jakieś problemy rodzinne, na co wskazują jej wyraźnie negatywne reakcje na samą próbę nawiązania rozmowy w tym temacie. Nie jest też pisarką, choć za taką się podaje, nie potrafi jednak zupełnie tego odegrać, i jest to szczegół, który zyskał sobie moją szczególną sympatię jako jedna z mocniejszych cech charakteru Emily, nadająca jej wiarygodności jako postaci: niepewność w nowej roli.
Dziewczyna, chociaż naprawdę pisze, zupełnie nie umie o swojej twórczości opowiadać, najprostsze pytanie sprawia jej problem, w większości kwituje je odpowiedziami w stylu „nic interesującego”. Czy tak zachowuje się pisarz? Takich sekretów-haczyków jest więcej i nie byłoby w tym może nawet nic dziwnego, gdyby nie pogarszające się z dnia na dzień nastroje głównej bohaterki i jej coraz gwałtowniejsze reakcje na uprzejme zainteresowanie sąsiada, oraz fakt, że z czasem tylko bardziej zacierają się dla niej granice między rzeczywistością a tworzoną przez siebie fikcją. W tym kontekście, rzucane na wstępie hasła o wychodzeniu z domu niewoli i spadaniu na samo dno tracą zupełnie swój banalny wydźwięk – możemy się tylko domyślić, że sprawa jest poważna.

Bohaterów nie jest wielu, poza główną trójką pojawia się kilka ról epizodycznych, potraktowanych jednak z odpowiednią dbałością o szczegóły, czyli: są i stają się odpowiednim przyczynkiem wydarzeń, bądź, w zależności od potrzeb, ich tłem, posiadając nadal indywidualne charaktery. Co do postaci pierwszoplanowych – poza Emily, która pod względem komplikacji osobistych wiedzie oczywisty prym – jest jeszcze Jacob, będący osobą nie mniej doświadczoną przez los, za to o wiele bardziej dyskretną i cierpliwą. Pan Stuart zrobił na mnie wrażenie swoistego anioła stróża, który zapomina o własnych problemach, by zająć się znalezioną cierpiącą duszyczką. Jest też ideałem faceta: dojrzały, odpowiedzialny, opiekuńczy, ale niepozbawiony pewnej zadziorności i temperamentu. I – nade wszystko – wytrwale zabiegający o względy opornej i niewdzięcznej kobiety. Bohater jak z romansu, prawda? Piękny, szlachetny, tajemniczy, do czasu, gdy walnie pięścią w stół i zacznie głośno przeklinać.  W tym układzie jedynie Alicja wydaje się być tak swojsko typowa, że aż miło: trochę więcej widzi, czasem coś szczerze powie (chociaż ta szczerość jest bardzo zachowawcza, co się chwali), i potrafi się pięknie obrazić. Ogółem: kreacja bohaterów w „Złamanym piórze” nie wzbudziła we mnie żadnych zastrzeżeń, postacie są żywe i wiarygodne, posiadają własne, unikalne charaktery, różnią się zachowaniem i sposobem wypowiadania się, a interakcje między nimi opisane zostały na tyle szczegółowo, by pozwolić czytelnikowi na odczucie zawartych w nich emocji i domyślanie się ukrytych w wypowiedziach przekazów.

Specyficzną cechą powieści pani Borochowskiej jest narracja: spojrzenie z punktu widzenia bezosobowego obserwatora, skupione na postaci Emily, przeplecione zostało fragmentami pisanej przez nią powieści. Wtrącenia te utrzymane są w klimacie przypominającym heroiczne fantasy, chociaż po chwili oczywistym staje się fakt, że jest to przełożenie perypetii życiowych panny Crewe na realia przez nią wykreowane, będące pełnym absurdalnie wykrzywionych nawiązań do wydarzeń i postaci rzeczywistych światem marzeń sennych. Takie rozwiązanie pozwala na lepszy wgląd w psychikę głównej bohaterki, wskazuje na jej problemy emocjonalne, we wtrętach powieściowych pojawiają się też wyraźnie nawiązania do jej przeszłości, z których szybko daje się poskładać dość ogólny obraz sytuacji; dla mnie były korzystne jeszcze z jednego względu: pozwalały lepiej zrozumieć jej postępowanie, które z czasem staje się coraz bardziej irracjonalne. Na szczególną uwagę (i mój zachwyt) zasługuje zjawisko stopniowego zastępowania opisów rzeczywistych wydarzeń właśnie scenami z książki: im głębsza jest depresja i alienacja bohaterki, im mniej ma kontaktu z rzeczywistością, tym więcej w treści jest tego, co pisze, a to, co się dzieje z nią samą, schodzi na dalszy plan, zastępowane metaforycznymi opisami rodem z koszmarnego snu. Jest to bardzo nacechowany emocjonalnie zapis samoudręczenia, w którym coraz mniej jest nadziei na ratunek, ale nadal trwa tam walka. Po prostu nie sposób było pozostać obojętnym wobec takiej konstrukcji zdarzeń.

W bardzo interesujący sposób został poruszony kontrowersyjny obecnie temat rasizmu: w sytuacji, gdy jedna z postaci pobocznych okazuje się być rasistą, afiszującym się ze swoimi poglądami w otoczeniu ciemnoskórego głównego bohatera, starcie było nieuniknione. Muszę przyznać, że sytuacja konfliktowa została rozegrana w sposób zasługujący na uznanie. Żeby nie zdradzić zbyt wiele powiem tylko, że sama postać rasisty była bardzo typowa dla naszych czasów i zakładanej grupy wiekowej, natomiast scena „starcia” słownego obu zainteresowanych przywiodła mi na myśl film „Paragraf 187” i grającego przez Samuela L. Jacksona nauczyciela, który w podobnie szczery i odważny sposób stawiał czoło nękającym społeczeństwo problemom. Na szczęście Jacob miał więcej szczęścia od niego. (…)

Trudno mi odnieść się do swoich oczekiwań w związku z książką pani Borochowskiej, jako że niewiele byłam w stanie stwierdzić na jej temat tylko na podstawie wstępnych oględzin. Ilustracja okładkowa powiedziała mi, że będzie dramatycznie, tytuł kazał spodziewać odrobiny artyzmu – poezji? –  a umieszczone na tylnej okładce fragmenty  sugerowały być może romantyczne perypetie genialnej pianistki (swoją drogą, czy to nie spoiler czasem?). Wszystkie te rzeczy można w treści znaleźć, ale stanowią one jedynie niewielką część całości. Czytało się dobrze, powiem nawet: świetnie, książka jest wciągająca, intryguje i nie wypuszcza do samego końca. Czytając naprzemiennie o Emily „tu” i „tam” czułam pewien sentyment; na myśl przychodziła mi „Panna Nikt” Tomka Tryzny i jej bohaterka, podobnie żyjąca w dwóch światach i podobnie tragiczna, czytając „Złamane pióro” równie emocjonalnie brałam do siebie przeżycia opisywanej postaci, coraz bardziej niecierpliwie chcąc wiedzieć, co się z nią dzieje wtedy, gdy jej myśli błądzą w sennych koszmarach. Polecam do wieczornego czytania, wrażliwszym osobom z paczką chusteczek obok. Ja do wrażliwych nie należę, a były potrzebne.

Materiał źródłowy: http://asafewarmplacewithbooks.blogspot.com/2016/01/pisarskie-katharsis-zamane-pioro.html

59) 03 stycznia 2016     http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

Mańkaaa

Od pierwszej linijki wiedziałam, że nigdy wcześniej nie czytałam takiej książki. Na początku historia przedstawiona przez panią Małgorzatę wydawała mi się naiwna. Obawiałam się, że pomimo tylu dobrych recenzji, książka nie przypadnie mi do gustu. Jak ja się myliłam… Z każdą kolejną stroną dochodziłam do wniosku, że mam do czynienia z fenomenalną, niebanalną historią, którą można pochłonąć w jeden dzień w leniwe popołudnie! Wydawać by się mogło, że w książce jest wiele powielanych schematów: pisarka, ucieczka na wieś, miłość, przystojny wybranek, próba odnalezienia swojej osobowości. Jednak powieść jest tak nietypowa i tak wciągająca, że mogłabym to nazwać „fenomenem Borochowskiej”, bo w niezwykły sposób wprowadza świeżość i oryginalność na polskim rynku.

„Przeszłość już nie istniała, chociaż wszystko wskazywało, że istnieje. Zawsze będą pojawiały się pytania o przeszłość. Może lepiej zrezygnować z jakiegokolwiek towarzyskiego życia…”

 (Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

W Złamanym piórze poznajemy główną bohaterkę, która jest oryginalna, nowa, świeża i fantastyczna. Która oddziałuje tak niesamowicie na czytelnika swoją „innością”, że zostaje wpisana na czołowe miejsce „najlepszych postaci książkowych”.

Emily to lubiąca synonimy dziewczyna, która wpycha je w każde słowo. Bardzo mi się podobało to, że główna bohaterka ma jakaś charakterystyczną cechę, która ją wyróżnia.

„Dziwny gość, ale Alicja miała niesamowitą skłonność do przyciągana drani, arcyłotrów, impertynentów, niegodziwców i nikczemników”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Emily skrywa tajemnice, które spokojnie, niczym niewzburzone morze, wypływają – w czytelniku rodzi się napięcie, zadaje sobie pytanie „o co w tym wszystkim chodzi?”. Nie można oderwać się od tej książki, która do „lekkich” nie należy.

Podobają mi się stanowiska Emily na różne tematy – (powtórzę się) są świeże, nowe, oryginalne i bardzo przemyślane. Emily wyraża opinie na tematy, które „przytłaczają” naszą codzienność, bo przewijają się we wszystkich masowych przekazach.

Istnieje niewiele książek w których bohaterowie są tak dopracowani i rozwinięci. Podobało mi się bardzo nietypowe spojrzenie na świat – ja odnalazłam w nich swoje stanowiska, które ciężko mi było zdefiniować. Nie przeszkadzało mi, że poruszając różne tematy, autorka odbiega od fabuły. Uważam, że dobrze to wzbogaciło całość. Mogliśmy lepiej poznać bohaterkę, zrozumieć ją i odkryć jaka jest nietypowa.

Przepiękne opisy, których treść nie męczy, nie przytłacza ilością. Każde wydarzenie, czytelnik czuje na własnej skórze. Mistrzowskie dialogi. W pewnych momentach naprawdę zabawna. Czuje się ból głównej bohaterki, która jest cudownie skonstruowana – z tak dobrze wykreowaną postacią już dawno nie miałam styczności. Trzeba także zauważyć, że fragmenty książki Emily są bardzo trafne, napisane w dość baśniowy i fantastyczny sposób, ale idealnie wkomponowują się w klimat historii. O tej powieści można mówić wiele dobrego, ale ja podsumuję tę książkę, jako „największe zaskoczenie w moim życiu (do tej pory)”. Piękna i poruszająca.

Przyznam szczerze, że chciałabym się dowiedzieć o genezie tej powieści, bo jak już wspomniałam wcześniej, ta książka jest dla mnie fenomenem. Czekam na kolejne dzieło szczecińskiej autorki. Zdecydowanie polecam tę książkę.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29551672#opinia29551672

http://www.granice.pl/opinia,zlamane-pioro,3806568,58608

58) 31 grudnia 2015 r.      http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

aga

Ten rok kończę z książką fenomenalną, fascynującą, intrygującą, ciekawą… Historyjka niby banalna, ale tak opisana że trudno się od niej oderwać. Trudno też o niej nie myśleć. Trudno będzie o niej zapomnieć. Myślę sobie, że każdy czytelnik co innego z niej wyniesie, co innego go zaciekawi i zaintryguje.

Większość z nas, choć raz, chciała uciec. Uciec od swojego życia, od problemów, codzienności, rutyny… Większość z nas czuła się skrzywdzona, wykorzystana, poniżona… Ucieczka jest łatwa, ale czy można uciec od siebie? Czy uciekając można zacząć nowe życie, bez obciążeń, bez bagażu złych wspomnień? Czy może najpierw trzeba ,,przetrawić” te złe doświadczenia, pogodzić się z przeszłością i z samym sobą?

Życie nas dogoni. Nie można przed nim uciec. Tak jak nie można uciec przed miłością. Nawet jeżeli zrezygnujemy z tego uczucia, dopadnie nas żal że nie podjęliśmy wyzwania. Czasami trzeba po prostu zaufać. Poddać się temu uczuciu. Bez żadnych racjonalnych przesłanek.

Są ludzie, którzy potrafią zniszczyć, wykorzystać, poniżyć drugiego człowieka. Ale człowiek potrzebuje drugiego człowieka, miłości aby żyć pełnią życia. Można uciekać przed tym, można zamykać się na innych, można zrezygnować z prób i nowych doświadczeń, ale samotność nikogo nie uszczęśliwi.

To książka o odnajdywaniu siebie. O godzeniu się z przeszłością. O przyjaźni. O miłości, która oczekuje zaufania i szczerości.

Jestem poruszona lekturą. Jestem oczarowana poetycznym językiem Autorki. To książka niezwykle klimatyczna, napisana przepięknym językiem. Takich książek życzę wszystkim i samej sobie w tym nadchodzącym Nowym Roku. Na chwilę się zatrzymałam. Oderwałam się od rzeczywistości i codzienności. Polecam.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29962016#opinia29962016

57) 28 grudnia 2015      http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

Izabela

„Jeśli nie masz wyobraźni i nie potrafisz się nią posługiwać, to zawsze już będziesz uwięziona w ciasnej celi własnego umysłu spowitej przez mrok…”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Pozornie banalna historia. Młoda, utalentowana, nieprzeciętnie inteligentna kobieta, pragnie uciec od przeszłości i ludzi, którzy ją dotychczas przytłaczali. W swojej samotni postanawia napisać książkę. Podobno jest to niezła psychoterapia. Ale czy tak będzie w jej przypadku?

Wow, świat Emily pochłonął mnie bez reszty, przeżuł i wypluł – wróciłam lekko zmięta, ale naładowana pozytywną energią. Tego właśnie oczekiwałam, sugerując się opisem na okładce. Historia niby prosta, ale jakże cudownie pogmatwana osobowość głównej bohaterki. To niesamowita konstrukcja: elokwentna, silna, zdecydowana, konkretna, a jednocześnie jakże niezrozumiała dla otoczenia osoba, głównie z powodu swojego przebogatego świata wewnętrznego. Tam, gdzie przeciętny człowiek widzi szarość, ona dostrzega tęczę miliona barw. Tam, gdzie inni wypowiadają po prostu słowa – ona mnoży je przez dziesięć i powstają obrazy. Słowa tworzą zdania, te układają się w historie, a one pisane są przez życie – tak jak Złamane pióro.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29870234#opinia29870234

56)  24 grudnia 2015     http://lubimyczytac.pl       Złamane pióro

izabela81:

Książka stanowi połączenie trzech gatunków literackich – powieści obyczajowej, fantasy i bajki. Autorka porusza w Złamanym piórze tematy: rasizmu, religii, miłości, szczęścia, wolności słowa, poglądy polityczne i ekologiczne, wychowania, pasji, pracy, życia, pragnienia, bólu oraz własnego jestestwa. To historia artystów, z których każdy jest inny. Emily tworzy świat alegoryczny, pełen symboli i przenosi do tego świata swoje problemy. Pełno tu metafor, synonimów, symboli i pułapek – dla mnie to była prawdziwa gra słów. Osobiście lubię takie wyzwania literackie. Czy rozszyfrowałam wszystko, co ukrywa książka? Wydaje mi się, że nie udało mi się to, ale chyba każdy inaczej będzie interpretował tę książkę. Łatwe o odczytania było np. obcięcie warkoczy, jako rytuał lub inicjacja symbolizująca dorastanie do bycia kobietą lub woda i ogień jako symbole oczyszczenia. Autorka przemyca niekiedy zapominane przez nas wartości o prawdzie, pięknie, odwadze, wybaczeniu i zrozumieniu. Pani Maria pięknie operuje wyszukanym słowem, subtelnym językiem. Każde zdanie ma swoją wymowę. To jedna z tych książek, w której każdy znajduje coś dla siebie, czego akurat szuka i potrzebuje. Powieść nie jest łatwa, dla niektórych może być trudna w odbiorze i interpretacji, ale warto się wczytać, na spokojnie przeanalizować i spróbować odkryć znaczenie wielu symboli i metafor. Powieść wydaje się być przemyślana i dopracowana pod każdym względem. Książka oryginalna, nieprzewidywalna i nietuzinkowa, dla czytelników lubiących wyzwania literackie.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/30365943#opinia30365943

55)  21 grudnia 2015  http://szaryzjadaczksiazek.blogspot.com   Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

Hmm… Złamane pióro, siedzę od jakiegoś czasu i zastanawiam się jak ugryźć to ciacho, bo książka Małgorzaty Marii Borochowskiej nie jest jak inne. Sposób jej napisania oryginalny, niepowtarzalny. To historia miłości, ale nie takiej, co to spojrzeli sobie w oczy, zakochali i żyli długo i szczęśliwie. Ta historia jest skomplikowana od początku, nawet zanim się jeszcze poznali. Piszę pewnie dość enigmatycznie, ale tak ma być.

To historia 25 letniej kobiety, pisarki z wyboru oraz genetycznie utalentowanej pianistki, która wyjeżdża na wieś, do domu odziedziczonego po dziadkach, by tam rozprawić się ze swoimi „demonami”. Pragnie w tym spokojnym miejscu napisać swoją debiutancką książkę. Jej sąsiadem okazuje się być wybitny architekt, Jacob, mężczyzna za którym kobiety szaleją. Jak zachowa się nasza bohaterka Emily, czy dokończy swoją powieść, czy znajdzie miłość, i wreszcie czy uda jej się naprawić układy ze samą sobą?

Nie jest to powieść, którą czytałam dwa dni, a to dlatego, że trzeba przy niej myśleć, analizować osobowość Emily. Zabawiłam się również w porównania z samą sobą, blado przy Emily wypadając. Ona ma tak ciekawą duszę, że chciałoby się więcej i jeszcze. Dawno nie czytałam książki tak pięknie napisanej, estetyka do granic. Czuję się wypełniona postacią Emily, a podczas czytania czułam jej traumę i ból. W książce znajdziecie… nazwałabym to „enklawą” :). Oceńcie sami, naprawdę warto.

Pięknie dziękuję Pani Małgorzacie Marii Borochowskiej za udostępnienie mi swojego talentu. 

Materiał źródłowy: http://szaryzjadaczksiazek.blogspot.com/2015/12/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

54) 18 grudnia 2015    http://bookendorfina.blogspot.com/    Złamane pióro

ZŁAMANE PIÓRO
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

„Uciekłaś ze swojego świata w marzenia, korygując nimi rzeczywistość”.

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Rzadko zdarza mi się, że biorąc książkę do ręki i czytając pierwsze strony, wewnętrznie czuję, że to wyśmienita lektura, powieść napisana specjalnie dla mnie, bo tak mocno nawiązuje się nić porozumienia między słowami podanymi przez autorkę a moim ich odbiorem, postrzeganiem i interpretacją. Niezwykle malowniczy i przekonywujący język narracji, wciągająca fabuła, zmysłowa mieszanka magii, baśni i romantycznego wątku, wszystko to wzbudzało we mnie nieodparte pragnienie zaczytywania się w tej powieści. W naturalny sposób całkowicie pochłaniała moją czytelniczą uwagę, silnie działała na zmysły i wyobraźnię.

Autorka wprowadziła do powieści główne postaci o różnych biegunowo osobowościach i sposobach postrzegania rzeczywistości. Idealne zrównoważenie przeciwstawności, podszyte sporą dawką przenikliwych tekstów i dobrego humoru. Pierwszorzędna kreacja portretów psychologicznych bohaterów. Poznajemy Jacoba Stuarta, znanego i bardzo cenionego architekta, człowieka mocno stąpającego po ziemi, bezpośredniego, odważnego i zdeterminowanego, aby zrealizować własne marzenia. Mężczyzna spełniony zawodowo, dojrzały, odpowiedzialny i poważnie podchodzący do życia. Śmiało kreuje własną rzeczywistość, nie unika wyzwań, odważnie stawia czoło wszelkim przeciwnościom losu. I Emily Crewe, nieszczęśliwa artystyczna dusza, myślicielka, izolującą się od ludzi, unikającą wchodzenia w głębsze relacje. Dwudziestopięcioletnia dziewczyna czuje się przytłoczona bolesną przeszłością, ma wrażenie, że całkowicie nasiąkła cudzymi emocjami i chorymi ambicjami, zdecydowanie za mało otrzymała od innych. Podejmuje pierwszą tak poważną samodzielną decyzję i postanawia walczyć o siebie, prawo do życia według własnych zasad. Ucieka od rodziny, miasta, poprzednich zajęć, łamie misterny plan ułożony dla niej przez innych i zaszywa się na wsi, gdzie pragnie w spokoju i zadumie rozliczyć się z traumatyczną przeszłością, zmierzyć ze strachem, lękami i fobiami. Chce poczuć jak to jest żyć z entuzjazmem, pasją, radością z każdego dnia, poznać i zaakceptować samą siebie, znaleźć swoje miejsce, swój świat. Czy uda się jej udomowić w nowym świecie?

Z kart książki wybija się niesamowita wrażliwość, wychwytywanie najdrobniejszych szczegółów i niuansów z emocjonalnego życia człowieka, kwintesencji jego tożsamości, samookreślenia, istoty realizacji marzeń, oddaniu pasjom, spełnienia, pielęgnowaniu przyjaźni i zdobywaniu miłości, a nade wszystko odnalezieniu swojej prawdziwości i funkcji w otaczającym nas świecie. Książka, która nakłania do wielu intelektualnych wycieczek.

Jak bardzo ścigamy się z własnym cieniem, poczuciem winy i bezsilności? Jaki sens ma zasada wszystko albo nic, nieakceptowanie własnych ograniczeń, dążenie do nieosiągalnego ideału i perfekcji? Co jest istotą przebaczenia? Czy na miłość i podziw trzeba zasłużyć? Jak mocno jesteśmy zdeterminowani do walki o drugiego człowieka? Czy skazywanie się na samotność ustrzeże nas przed cierpieniem? A prawo wolności i wyboru, czym dla nas są te wartości, jak wyrażają się w codziennym życiu?

6/6 – rozkosz czytania
literatura piękna

54

Materiał źródłowy:  http://bookendorfina.blogspot.com/2015/12/zamane-pioro-magorzata-maria.html

53) 14 grudnia 2015r.     http://lubimyczytac.pl/     Złamane pióro

Sylwia:

O autorce i jej powieści dowiedziałam się głosując w tegorocznych Wyborach Literackich. Zainteresowana nieznaną mi pisarką, która w początkowej fazie konkursu wyprzedzała samego Andrzeja Sapkowskiego, od razu zapragnęłam sięgnąć po jej książkę.

Główną bohaterką Złamanego pióra jest Emily. Emily niedawno skończyła studia i pragnie zmiany w swoim życiu. Zaszywa się w domu dziadków na wsi, aby napisać swoją debiutancką powieść. Już pierwszego dnia poznaje architekta Jacoba, z którym szybko połączy ją silna więź. Jak się okazuje, Emily skrywa pewną tajemnicę…

Złamane pióro najłatwiej jest mi określić jednym słowem: wyjątkowa. Jest to powieść, której nie da się nawet zakwalifikować do konkretnego gatunku. Jest ona jednocześnie romansem, powieścią psychologiczną, obyczajową oraz fantastyczną. Ponadto budzi we mnie różnorodne emocje, skłania do przemyśleń. Co urzekło mnie w powieści? Historia, która okazała się nie być zwykłym romansem, styl autorki, bogaty język. Co więcej, to pierwsza tego typu książka, którą czytałam, gdzie bohaterowie podczas zwykłego spotkania przy kawie dyskutują na poważne tematy, takie jak moralność, religia czy nazizm. Nie jest to książka na jeden wieczór, praktycznie każdy rozdział zmusza do refleksji. (…)

Cieszę się, że miałam możliwość poznania tej książki, z czystym sumieniem mogę ją polecić. Myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Powieść ta mnie zaskoczyła, ale na pewno nie zawiodła.

Czekam na kolejne!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamane-pioro/opinia/29195537

52) 05 grudnia 2015     http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

mclena:

„Miłość, nawet ta, która ma się skończyć, uduchowia, uruchamia nieznane nam do tej pory pokłady energii i nadaje sens każdej sekundzie naszego istnienia.”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

„Złamane pióro” to debiutancka powieść Małgorzaty Marii Borochowskiej, której przyznam szczerze ogromnie się bałam. Bardzo cenię sobie polską literaturę choć czytam jej niewiele – bardziej z braku dostępu niż niechęci – lecz moje obawy wzbudzał gatunek. Literatura piękna ma to do siebie, że przedstawia nasz język ojczysty z zapomnianej już przez większość strony. Ostatni raz spotkałam się z takim stylem chyba jeszcze w szkole średniej a i wtedy kojarzyło mi się to tylko z udręką. Przez pierwsze kilka dni nie mogłam się zdecydować, aż w końcu zaczęłam, by odłożyć po pierwszych kilkunastu stronach. Byłam zmęczona po nieprzespanej nocy, litery przelewały się bez sensu i po głowie tłukło mi się „Chyba oszalałaś, że chcesz to przeczytać.”. Po następnych dwóch dniach i solidnym odpoczynku – biorę i czytam. I teraz zbieram szczękę z podłogi.

F E N O M E N A L N A.

Książka opisuje losy Emily, która po dramatycznym wydarzeniu w swoim życiu, postanawia przeprowadzić się na wieś do domku letniskowego swoich nieżyjących już dziadków i oddać się pisaniu książki. Cisza, spokój i izolacja od dynamiki miejskiej egzystencji ma jej w tym pomóc, ale to nie to jest jej inspiracją. Nie spodziewa się, że Jacob – sąsiad z naprzeciwka powoli wkradając się w jej spokojną codzienność, będzie tak ważnym bodźcem który znacząco wpłynie zarówno na jej życie jak i natchnienie.

Od samego początku, kiedy już wkręciłam się w fabułę uderzyła mnie niesamowita kreacja bohaterów. Każdy z nich na swój sposób wyjątkowy, nieprzesadzony i nieprzesłodzony. Pani Małgorzata nie próbuje złapać czytelnika na tandetne i mdłe osobowości, lecz wyłamuje się i to w znaczący sposób. To nie produkcja masowa, która wciska to co się dobrze sprzedaje, lecz przedstawia ludzi, którym zdecydowanie bliżej do prawdy niż niejednemu Hollywood’skiemu wytworowi.

Zarówno Emily ze swoim bzikiem na punkcie synonimów, jak i Jacob, ze swoim prawdziwie męskim podejściem co życia porwali mnie bezpowrotnie i szczerze żałuję że to już koniec.

Najbardziej jednak ujęły mnie dyskusje głównych bohaterów, które spowodowały że sama zaczęłam kwestionować to w co do tej pory wierzyłam, a może raczej potwierdziły słusznie rodzące się wątpliwości. Żałuję, że Jacob nie jest prawdziwą postacią, bo bardzo chciałabym móc z nim przedyskutować parę tematów. Nie sądziłam, że inteligencja może być tak atrakcyjnym atrybutem.

Co może też niektórych zaskoczyć to to, że książka jest momentami przezabawna – czego dowodem było moje niekontrolowane parskanie – zarówno z poziomu dowcipu, jak i pewnie dlatego, ze sama się go nie spodziewałam. Inteligentna, zabawna, intensywna literacko i idealnie zrównoważona.

Złamane Pióro może być trudne w odbiorze i interpretacji – zwłaszcza docelowego Złamanego pióra. Były momenty, kiedy chciałam zapytać Emily – „Dziewczyno, powiedz mi co ty bierzesz i proszę cię koniecznie to odstaw!”. Trudno było się skupić na drugiej części książki, kiedy chciało się ze wszystkich sił wiedzieć „co dalej?”, ale i tutaj zostały odsłonięte karty, które pewnie w innych okolicznościach nadal by zostały ukryte, a to Emily musiała sobie w ten sposób rozpracować wszystko to czego się bała i przed czym uciekała. Już samo to, że autorka w jej wypowiedziach, kiedy mówi o Jacobie używa dużej litery pokazuje jak istotną rolę od samego początku odgrywa w jej życiu, choć ona sama jeszcze nie jest tego świadoma.

Pani Małgorzato, dziękuję za fantastyczną historię, cudownych bohaterów i przypomnienie jak piękny potrafi być język polski. Gorąco polecam.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29866592#opinia29866592

51) 03 grudnia 2015     http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

Ilona:

Spotkanie ze Złamanym piórem Małgorzaty Marii Borochowskiej to moje pierwsze spotkanie z prozą autorki i zapewne nie ostatnie! Niezwykle cieszę się, iż dostałam możliwość przeczytania tak wysublimowanej powieści.

Historia opowiada o młodej Emily, która po studiach ucieka do oazy spokoju, jaką jest dla niej domek na wsi, w którym mieszkała niegdyś z rodziną, a dokładniej z dziadkami. Nie zdając sobie z tego sprawy i wydając jej się, że szuka odseparowania od dotychczasowego życia poznaje Jacoba. Intrygujący mężczyzna może wydawać się kimś, kto nie jest aktualnie potrzebny w życiu głównej bohaterki, ale czyż nie każdy z nas potrzebuje kogoś, kto stanie się inspiracją? Kim możemy się pasjonować? Kogoś, dzięki komu jesteśmy w stanie zmienić swoje życie na lepsze? Ale decyzja w tym przypadku należy tylko i wyłącznie do Emily.

W powieści Złamane pióro niezwykle podoba mi się styl, jakim posługuje się autorka. Moim zdaniem jest niezwykle utalentowaną osobą i ma ogromny potencjał, ponieważ rzadko możemy spotkać książki pisane w tak wysublimowany sposób. Zastosowała tu również niezwykle interesujący zabieg mieszania świata realnego z fikcyjnym – który toczy się w książce pisanej przez główną bohaterkę. Dodatkowo wydaje mi się, że interpretacja powieści jest zależna od nas samych i to nasze odczucia są tu najważniejsze. Książka wymaga od nas, abyśmy dali jej cząstkę siebie, a to bardzo wielka sztuka.

Niesamowite jest to, jak rozmowy między nimi są w stanie doprowadzać do tego, że musiałam na kilka minut odkładać książkę i doszukiwać się odpowiedzi na pewne pytania sama w sobie. Musiałam uporać się z kwestiami, które w jakiś sposób „siedzą” we mnie, a na co dzień wydają się tematami tabu. Książka, która skłania do refleksji to chyba najlepsza książka, jaką może udać się stworzyć autorowi, a pani Borochowskiej udało się to znakomicie i nie pozostawiła mnie jedynie biernym czytelnikiem, a historia z powieści sprawiła, że żyłam nią dzień w dzień – a nawet jeszcze trochę po jej przeczytaniu.

Ukłony w stronę autorki. Uważam, że taki potencjał zasługuje na uwagę i z czystym sumieniem będę polecała książkę każdej osobie, która lubi wyzwania, a także wyszukane i nieprzeciętne powieści. A każdemu kto jeszcze się zastanawia czytając tę recenzję chciałabym powiedzieć, że to dobry wybór. U mnie sprawdził się w te jesienne, listopadowe wieczory.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29901398#opinia29901398

50) 26 listopada 2015 http://zatopionawlekturze.blogspot.com Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

Złamane pióro autorstwa Małgorzaty Marii Borochowskiej to książka niebanalna, którą trudno przyporządkować do konkretnego gatunku literackiego. Zawiera w sobie elementy powieści obyczajowej, romansu, fantastyki jak i powieści psychologicznej. Pełna jest metafor i przemyśleń, prowokuje czytelnika do własnych, często niejednoznacznych, interpretacji oraz długotrwałych rozmyślań.

Emily Crewe, na skutek traumatycznych przeżyć, postanawia diametralnie odmienić swoje życie. Sprzedaje mieszkanie w mieście i przeprowadza się do starego domu położonego na odludziu w dzielnicy domków letniskowych, który wcześniej należał do jej zmarłych dziadków. Pierwszego dnia pobytu w nowym domu poznaje Jacoba, znanego i cenionego architekta oraz światowej sławy grafika. Między tą dwójką rodzi się charakterystyczna, magnetyczna więź, której ciężko się oprzeć. Życie obojga przewraca się do góry nogami.

Emily ucieka przed bolesnymi wspomnieniami, jej jedynym marzeniem jest to by zapomnieć. Zrywa kontakt z większością znajomych, po to by nikt nie przypominał jej o traumie jaką przeżyła. Koncentruje się na pisaniu swojej pierwszej powieści, która ma być swoistym katharsis, oczyszczeniem, które pomoże jej pogodzić się z przeszłością. W momencie gdy Jackob próbuje się czegoś o niej dowiedzieć rozdrapuje stare rany. Emily zamyka się w sobie, we własnym hermetycznym, samowystarczalnym świecie, co powoduje niepotrzebne konflikty i nieporozumienia. Oboje mają ciężkie charaktery i nie przebierają w słowach, każda kłótnia jest gwałtowna i pozostawia po sobie niemalże zgliszcza. Czy uda im się dojść do porozumienia i ocalić uczucie, które dopiero co zaczyna się rodzić?

Fabuła powieści może brzmi banalnie, ale zapewniam, że nie jest to kolejna typowa historyjka o ucieczce na wieś i próbie poukładania swojego życia od nowa z gorącym romansem w tle. Powieść przesiąknięta jest niejednoznacznymi metaforami, które stanowią prawdziwe czytelnicze wyzwanie. Książka jaką pisze Emily jest istotną częścią powieści, elementy fantastyczne mają wiele wspólnego z życiem bohaterki i stanowią pewnego rodzaju rozgrzeszenie z przeszłością. Ta część powieści wiele mówi o bohaterce, o jej pragnieniach, marzeniach, potrzebach, bólu, cierpieniu oraz wewnętrznej walce jaką ze sobą toczy. Dziewczyna za jej pomocą próbuje odbić się od dna, wyjść na prostą i pogodzić się sama ze sobą.

Emily miała przed sobą karierę wielkiej pianistki, jednak zabrakło jej pasji, która mobilizowałaby ją do ciągłego doskonalenia. Talent to nie wszystko, potrzebna jest również determinacja, ciężka praca i chęć odniesienia sukcesu. Brak entuzjazmu i ciągłe podporządkowywanie się wpływom rodziny doprowadziło do tego, że Emily znienawidziła fortepian i pod wpływem nagłego, nieprzemyślanego impulsu doprowadziła niemalże do tragedii. Nic dziwnego, że to właśnie fortepian grał pierwsze skrzypce w jej powieści, instrument, który kochała i nienawidziła jednocześnie. Czy jeszcze kiedyś odważy się i zagra? Pokarze światu na co ją stać?

Bohaterowie w swoich długich, fascynujących dyskusjach odbywanych przy czarnej kawie, wyrażają swoje poglądy i poruszają istotne tematy takie jak rasizm, ekologia, prawa zwierząt, wiara i polityka. Bez wątpienia jednak najważniejszym motywem przewodnim powieści jest walka o własną tożsamość i życie według własnego scenariusza bez ingerencji osób trzecich. Pod pozorem błahej historii kryje się wiele kontrowersyjnych tematów, które mają wpływ na zaniżenie samooceny bohaterów, prowadzą do bólu, smutku oraz braku wiary we własne siły i umiejętności.

Złamane pióro nie jest lekką i przewidywalną lekturą, skłania czytelnika do zadumy i refleksji nad poruszanymi tematami oraz własnym życiem. 

Materiał źródłowy: http://zatopionawlekturze.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borachowska.html

49) 25 listopada 2015    http://podkoldra-deana.blogspot.com    Złamane pióro

,,Złamane pióro”
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

Czy można jeszcze napisać książkę zaczynającą się od ucieczki na wieś i spróbować przekazać coś nowego? Zdaje się to być zadaniem wręcz karkołomnym. Bo i co tu powiedzieć? Wypalenie zawodowe? Było! Zmiana środowiska? Nuda. Ucieczka od współczesności? Banał. Jednak to przeprowadzka na wieś stanowi punkt wyjścia dla powieści Małgorzaty Marii Borochowskiej Złamane pióro.

Jej bohaterka, Emily na przekór wszystkim postanawia porzucić miasto i zamieszkać w odziedziczonym domku na wsi. Tam ma zamiar zacząć pisać swoją pierwszą powieść. Gdzieś kołacze uparcie poczucie, że nie jest najważniejszy motyw jaki kieruje dziewczyną. Trzeba będzie cierpliwie poczekać do końca aby poznać tajemnicę i zrozumieć co kieruje postacią. Po przeczytaniu pierwszych kilku stron powieści miałam ogromne wątpliwości. Myśli, wrażenia, opisy są tak pięknie ubrane w słowa, że zastanawiałam się czy starczy tego do końca. Czy autorce uda się nie pogubić w natłoku misternych słownych konstrukcji i zbudować z tego interesującą fabułę? Moje obawy okazały się bezzasadne.

Powstała opowieść zachwycająca, poruszająca, fascynująca. A właściwie nie jedna a trzy. Przeplatają się wzajemnie i uzupełniają. Razem tworzą rzeczywistość pełną magii. Z resztą cały czas czaruje nas baśniowy klimat ze swoją nie do końca sprecyzowaną przestrzenią. Jak na prawdziwą baśń przemycane są nam uniwersalne wartości o prawdzie, pięknie, odwadze, wybaczeniu i zrozumieniu. Zazdroszczę autorce umiejętności operowania słowem i sprawiania, że każde zdanie ma pełną liryzmu i mocy wymowę. Sprawiła, że nie można oderwać się od lektury. Mam nadzieję, że nie jest to jej ostatnie słowo bo już nie mogę doczekać się kolejnej historii. Polecam!

Materiał źródłowy: http://podkoldra-deana.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html#comment-form

48) 25 listopada2015  http://pijanapomalinach.booklikes.com   Złamane pióro

PijanaPoMalinach:
48

„Książka jest niczym ogród, który można włożyć do kieszeni”

zlamane-pioro-okladka

…”Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się rzeczy wielkie”…

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Powiem szczerze, że trochę ciężko było mi przebrnąć przez pierwsze sto stron. Jakoś tak mi nie szła i nie mam pojęcia dlaczego. Ale potem to nawet nie wiem kiedy skończyłam. Książka nie należy do powieści łatwych i prostych, nie da się jej przeczytać w jeden wieczór jak tuzinkowego romansu… Nie! Nie tak łatwo zapomnieć. Zostaję w pamięci na dłużej.

Główną bohaterką oraz narratorką książki jest Emily. Młoda dziewczyna, która po skończeniu studiów wyprowadza się z miasta na wieś do domu odziedziczonym po dziadkach. Skrywa w sobie jakąś tajemnicę, której bardzo dobrze strzeże. Swoje problemy chce ukryć przed całym światem, ale niestety w tym przeszkadza jej przystojny Jacob z sąsiedztwa. Emily chce w spokoju napisać powieść. Dziewczyna czasem zachowuję się naprawdę dziwnie i jej kondycja psychiczna pozostawia wiele do życzenia. Czytając chciałam się w końcu dowiedzieć dlaczego ta dziewczyna tak się irracjonalnie zachowuję. Buntuję się przeciw życiu jakie zaplanowali dla niej rodzice.

Złamane pióro porusza wiele poważnych kwestii jak wiara, Kościół, rasizm i wpływ otaczających nas ludzi na nasze życie. Tak wiele rzeczy i różnych ludzi ma na nas wpływ. Jest to piękna opowieść o szukaniu własnego JA.

To moja pierwsza książka, w której mogłam przeczytać drugą powieść. Historia pióra Emily nawet mi przypadła do gustu. Utrzymana w klimatach fantasy i romansu. A inspiracją do niej był przystojny architekt. Interesująca jest też bajka o królu, który pod wpływem uczuć do księżniczki oraz za jej namową staję się wewnętrznie i zewnętrznie piękniejszy i silniejszy, pewny siebie, ubogacił swój charakter. Z brzydala stał się prawdziwym mężczyzną.

W powieści nie ma prostych odpowiedzi, nie pomaga nam zrozumieć fabuły, porusza do głębi, wywołuję uśmiech na twarzy ale też i łzy. Daję nam do myślenia. I chyba o to chodzi.

Ja byłam zachwycona innością Złamanego pióra i naprawdę gorąco polecam wszystkim czytelnikom, którzy oczekują od treści czegoś więcej.

Materiał źródłowy: http://pijanapomalinach.booklikes.com/post/1294660/post

47) 23 listopada 2015     http://lubimyczytac.pl      Złamane pióro

Anethum:

Już pierwsze strony tej wirtuozersko napisanej powieści przykuły moją uwagę na tyle, że trudno było mi odłożyć książkę i zabrać się za jakiekolwiek codzienne obowiązki i zadania. Później to się nie zmieniło i nawet jak nie czytałam, to nie mogłam oderwać się od myślenia o tym, co będzie dalej i jak bardzo przemyślenia Emily były zbieżne z tym co sama myślę i co czuję.

„Chora na bezdotyk, bezczułość, bezmiłość, bezwiarę… Nigdy nie byłam miłą ciepłą kobietą.”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Mogłam odnaleźć cząstkę siebie i swojej chęci do uwolnienia się od zagubienia się w bólu, smutku i samotności. Potrzeby poczucia, że pomimo bagażu doświadczeń życiowych, składających się na naszą tożsamość, można coś zmienić w swoim życiu nawet jak wszystko idzie źle i że nie jest za późno na odrobinę nadziei na nowy początek. Fantastycznie czytało się „…słowa duże, niebezpieczne i przykre…” i „…własne, unikalne, bezprecedensowe i kameralne skojarzenia…” w tej dalekiej od banału i utartych schematów historii tajemniczej, zagubionej pianistki Emily i pewnego siebie, wybitnie uzdolnionego architekta Jacoba.

Uwaga! Naprawdę można nabawić się słabości do synonimów. Chociaż Złamane pióro wymaga skupienia, bo jest w niej poruszonych wiele ważnych i trudnych życiowych kwestii (egzystencjalnych, estetycznych, etycznych, moralnych), jest jednocześnie niezwykle intrygująca, dopełniona szczyptą humoru, ciepła, poezji i magii.

Lubię powieści szkatułkowe, przejścia fabuły z rzeczywistości do świata mniej oczywistego i baśniowego, do fantazji, do świata metafor, alegorii, do tego co może wykreować fantazja, wyobraźnia, podświadomość, intuicja, sny i to, jak to się wzajemnie przenika.

Nie będę opisywać fabuły (trudnej do przewidzenia!), bo nie chcę psuć przyjemności z odkrywania rozwijających się relacji pomiędzy głównymi bohaterami i nie przepadam za spojlerowniem.

Bohaterowie mimo że są postaciami nietuzinkowymi, to jednak bardzo realnymi, wyrazistymi, takimi z którymi możemy się utożsamić i poczuć do nich sympatię. Marzy mi się, aby możliwe było kupno książki jako e-booka.

Oczywiście kocham książki pięknie ustawione i wyeksponowane na półkach, ale w obecnych czasach nie zawsze jest możliwe komfortowe, spokojne czytanie w domu, a ja bardzo często lubię wracać do ulubionych i ukochanych książek i najlepiej mieć je zawsze przy sobie, a Złamane pióro właśnie trafiło do grona tych moich ulubionych, ukochanych, hołubionych, najbliższych, specjalnych i bardzo cenionych książek. No i oczywiście BARDZO NIECIERPLIWIE czekam na dalszy ciąg historii Emily i Jacoba!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29174927#opinia29174927

46) 22 listopada 2015r. http://aleksandrowemysli.blogspot.com Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska

Aleksandrowe myśli:

46_1

Lubię książki, które umykają sztywnym ramom gatunku, i które niosą  inne wartości w zależności od doświadczenia życiowego czytelnika, jego emocjonalności, wieku czy płci…

„Złamane pióro” jest właśnie taką książką… Nieoczekiwaną, zaskakującą, porywającą… Nie jest powieścią komercyjną. Nie każdy czytelnik odnajdzie się w jej metaforycznym, baśniowym, niedosłownym przekazie. Jeżeli jednak otworzycie dla niej serce, istnieje szansa, że zawładnie nim i porwie w wyjątkowy świat słów, subtelny obraz szaleństwa, pasji, miłości.

Emily ucieka przed przeszłością na prowincję. Tam oddaje się terapeutycznemu pisarstwu i poznaje fascynującego mężczyznę, który zmienia jej spojrzenie na świat, na życie, na uczucia. Nieświadomie pomaga wrócić jej do równowagi psychicznej i emocjonalnej. Otwiera jej także drzwi do przyszłości, innej niż była jej pisana…

Główna bohaterka skrywa pewną tajemnicę. To ona zmusza ją do zaszycia się w wiejskim domku letniskowym dziadków. Ma zamiar w samotności napisać powieść. Jak to w życiu bywa, niepokorny los krzyżuje jej plany. Przystojny, charyzmatyczny i popularny sąsiad panoszy się w jej prywatnej strefie rozbudzając w niej gorące uczucia. Kobieta nie chce się przyznać jakie wrażenie zrobił na niej Jacob Stuart. Nie dopuszcza do siebie również myśli, że wspólne, często gwałtowne dyskusje rozbudziły w niej nowe pasje i otworzyły na świat.

Małgorzata Maria Borochowska maluje genialne językowe obrazy. Jej myśli przelane na papier to nie żadna przypadkowa zbieranina słów, a głęboko przemyślana historia o samotności wśród tłumu ludzi, o wielkiej pasji, destrukcyjnej sile krytyki, porównań i chwilowym szaleństwie wywołanym niespełnionymi oczekiwaniami i zrzuceniem na barki miażdżącego ciężaru. Tajemnica Emily długo drażni ciekawość, a autorka dawkuje emocje przeplatając codzienność, wytworami wyobraźni  swojej bohaterki.  To właśnie ta powieść w powieści okazuje się sednem opowieści. Fantazja zdradza skrywane emocje i pozwala poznać prawdziwą twarz Emily.

Ogromnie się cieszę, że dane mi było poznać „Złamane pióro”.  Z uwagą będę przyglądać się karierze Małgorzaty Marii Borochowskiej i z niecierpliwością będę wypatrywać jej kolejnej powieści.

46_2

Złamane pióro Małgorzata Maria Borochowska, Poligraf

Materiał źródłowy: http://aleksandrowemysli.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

45) 20 listopada 2015 http://pasjanaszymzyciem.blogspot.com     Złamane pióro

Złamane pióro
Maria Małgorzata Borochowska

Powieść „Złamane pióro” jest pozycją niezwykłą, którą moim zdaniem powinno przeczytać jak najwięcej osób. Sam początek czyli wstęp wywarł na mnie ogromne wrażenie, przekazał równie dużo emocji w swym niewielkim fragmencie, dał mi odrobine do myślenia. Następne rozdziały coraz bardziej i bardziej wciągały mnie w świat stworzony przez autorkę, coraz bardziej utożsamiałam się z bohaterką i jej problemami, które niestety nie należą do najprostszych. Zmienienie własnej psychiki nie jest prostym doświadczeniem.

Książka jest niezwykłym doświadczeniem, jeszcze nie zdarzyło mi się czytać tego typu powieści, która potrafi tak doskonale odzwierciedlić emocje, jakie towarzyszą ludziom w skrajnych sytuacjach, jak czasami nie potrafimy powstrzymać języka za zębami i wciągu minuty możemy wszystko popsuć, skończyć.

Główni bohaterowie występujący w powieści to : Emily, Jacob, dużą rolę odgrywa też przyjaciółka głównej bohaterki Alicja.

Każdy z bohaterów jest inny i ma swoje indywidualne cechy, jak każdy człowiek.

Emily: młoda kobieta, która właśnie zakończyła studnia na uczelni, ma dwadzieścia pięć lat i szuka sensu swojego życia, pisze książkę.
Jacob: trzydziesto-czteroletni mężczyzna, wspaniały, nagradzany architekt, mistrz olimpijski w pływaniu, wykładowca na uczelni.
Alicja: młoda kobieta, ukończyła studnia na uczelni, młoda architekt.

Oraz kilka innych postaci, które uświadamiają bohaterkę i służą jej radą.

Powieść zaczyna się w sposób mogło by się wydawać przewidywalny. Dziewczyna po ukończeniu studiów przeprowadza się, jej nowym miejscem zamieszkania staje się dom, w którym niegdyś mieszkali jej dziadkowie. Emily jako mała dziewczynka przeżyła w nim wiele wspaniałych chwil, ukazując wyobrażenie domu jako zamku z zabaw, powraca tam z przyjemnością i odszukuje w nim wspomnienia związane z życiem sprzed lat. Staje się on dla niej oazą spokoju, oddalona od przeszłości, która ją przytłaczała i od miasta, które jej o tym przypominało. Po mimo namowy rodziny do wyjazdu za granicę a mianowicie do Stanów i namową przyjaciółki by została w mieście i szukała pracy.

Młoda dziewczyna decyduje się na zmianę i wyjazd poza miejsce, które było dla niej codziennością.  Wieczorem, kiedy przyjechała na wieś, przypadkiem poznaje grupkę mężczyzn a wśród nich jednego ze swoich sąsiadów. Myślę, że ten fragment mówi o tym jakie niespodzianki potrafi skrywać przed nami życie, jak często nie wiemy co może się nam w życiu przytrafić. Uważam również, że książka jest cenna pod tym  względem, że zawiera w sobie realizm i możemy ujrzeć taką osobę pośród nas, na co dzień wokół nas.

Powieść jest genialna, każdy z nas odbiera ją w inny sposób, jednak myślę, że jest niezwykła przez sposób pokazania emocji i ich prawdziwość. Daje do myślenia i pozostawia po sobie ślad w naszej głowie.

Polecam!
Paulina Ochęcka

Materiał źródłowy: http://pasjanaszymzyciem.blogspot.com/2015/11/recenzja.html

44) 19 listopada 2015         http://lubimyczytac.pl       Złamane pióro 

Rain:

Główna bohaterka ucieka z miasta na wieś do domu swoich dziadków, by stawić czoło swoje przeszłości. Czy będzie w stanie o niej zapomnieć? Sprawić by nie miała ona wpływu na jej dalsze życie? A co jeśli przeszłość przejmie nad nią kontrole, nie pozwoli o sobie zapomnieć i zepchnie ją na samo dno? Czy będzie w stanie walczyć i pokonać swoje słabości by w pełni cieszyć się życiem? Wspaniała opowieść o miłości, walce o swoją przyszłość i poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi.

Niebanalny romans przedstawiony w książce pokazuje nam, że w miłości nie są ważne tylko wybuchy namiętności i czułe słowa a małe z pozoru nic nieznaczące gesty, które czasem wyrażają o wiele więcej niż mogłoby nam się wydawać. Nie jest to książka, którą da się pochłonąć w jeden wieczór, czasami trzeba ją odłożyć na półkę, gdyż zmusza nas ona do refleksji oraz do ponownego zastanowienia się nad naszymi poglądami na temat otaczającego nas świata. Polecam!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/28701399

43) 17 listopada 2015r.      http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

Eti:

Złamane pióro to debiutancka powieść Małgorzaty M. Borochowskiej o miłości i walce o swoje „ja”.

Sięgnęłam po nią zachęcona bardzo tajemniczą okładką i opisem na niej, a raczej cytatem, który sprawił, że książka wydała mi się jeszcze bardziej enigmatyczna, nieodgadniona.

To historia 25 letniej genialnej pianistki Emily, która rezygnuje z kariery i wyjeżdża do domku na wsi, który odziedziczyła po swoich dziadkach. Dziewczyna zamierza tu stworzyć swoją pierwszą książkę. Przypadkiem poznaje Jacoba, wydaje się mężczyznę idealnego zarówno wizualnie jak i intelektualnie. Mężczyznę, który ma ugruntowaną pozycją zawodową, ale co najważniejsze dla Emily niezłomne zasady. Jacob staje się inspiracją dla młodej pisarki. Jej książka nabiera rozpędu dzięki rozmowom z mężczyzną i emocjom, które ta relacja wywołuje w kobiecie.

Powieść ta porusza wiele tematów choć nie wprost, tutaj nic nie jest do końca pewne. Temat miłości przeplatany osobistym dramatem głównej bohaterki w pewnych momentach przeradza się w studium przypadku. Czytelnik czeka na wątek kryminalny, na który wskazują wszystkie wydarzenia. Między wierszami czytamy baśń, którą pisze Emily. Przyznam szczerze, że ciężko mi osadzić tę genialną powieść w jakimkolwiek gatunku. Czytając ją mam wszystko co mogłabym sobie wymarzyć. Powieść jest tak nieodgadniona, że czytając nie można się oderwać. Tu nic nie jest pewne, ani romans, ani kryminał, ani bajka, a jednocześnie jest wszystko.

Postać Emily jest nieprzenikniona od samego początku. Rozmowy z sąsiadem pozwalają nam czytelnikom ją poznać, odkryć. Z każdym zdaniem czekamy na więcej. Emily jest mądrą, ale złamaną dramatem kobietą. Przeżywa traumę, a pisanie ma ją uleczyć. Natomiast Jacob sprawia wrażenie takiego Greya z „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. Nienaganna sylwetka, kariera na medal, duże pieniądze i nieznoszące sprzeciwu spojrzenie. Emily na szczęście nie jest Ann. Ma złożoną osobowość, ciekawą naturę i wyraziste „ja”. Reasumując książka jest warta przeczytania, aż dziwi mnie, że znana tak niewielkiej grupie czytelników. Na dłuższą chwilę przenosimy się w inny świat – krainę Emily. Czyta się ją lekko, ale nie pozwala to na niemyślenie. Cały czas trzeba być w gotowości, żeby analizować duszę Emily. Zatracając się w tej powieści nikt nie spojrzy nawet ile stron zostało do końca. Książka jest napisana pięknym językiem w mistrzowskim stylu. A zabawa synonimami jest zaraźliwa.

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/29366804

42) 15 listopada 2015     http://lubimyczytac.pl     Złamane pióro

Beata:

„Złamane pióro jak defekt i napiętnowanie. Jak cena wolności. Jak ślad rozpaczliwej walki w potrzasku.”

(Fragemnt powieści Złamane pióro MM Borochowska)

To opowieść o skutkach nadmiernych oczekiwań rodziców w stosunku do dziecka, które nie buntuje się, bo walczy o ich miłość i uznanie. To opowieść o szukaniu ratunku poprzez ucieczkę w świat marzeń, snu, fantazji…

„Postanowiłam się nie budzić i zostać na zawsze w Świecie zrodzonym w mojej chorej głowie. To nie był prosty i cudowny Świat, ale Świat, który dał mi drugą szansę.”

(Fragemnt powieści Złamane pióro MM Borochowska)

To opowieść o nieprzewidywalności naszego losu. Scenariusz na życie napisany dla córki przez rodziców, nie zyskał akceptacji zainteresowanej, ale dopiero po latach został zastąpiony jej własnym scenariuszem. Ale i ten scenariusz nie miał się sprawdzić, gdyż ucieczka „na zawsze” w świat fantazji i snu, została udaremniona siłą nieoczekiwanego uczucia.

Dwudziestopięcioletnia Emily, absolwentka akademii muzycznej w klasie fortepianu, to przede wszystkim psychika okaleczona nadmiernymi wymaganiami i oczekiwaniami najbliższych. Chęć sprostania tym oczekiwaniom od najmłodszych lat, pragnienie zasłużenia na miłość i uznanie doprowadziły w efekcie do wielogodzinnych ćwiczeń ponad siły, wyniszczenia organizmu przez nieustępujący stres (senne koszmary, wymioty) i niemożliwy do wyeliminowania strach przed pomyłką w czasie publicznego występu:

 „Czułam, że się duszę… Taka fabryczna wada – lęk przed ekspozycją.”

(Fragemnt powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Pozbawienie dziecka normalnego życia zaowocowało przede wszystkim brakiem dorastania, emocjonalnego dojrzewania… Bunt przeciw rodzicom, światu, mający zwykle miejsce w wieku nastu lat, u Emily rodzi się po ukończeniu studiów. Dwudziestopięcioletnia Emily to dziewczynka w ciele dorosłej kobiety. Poraniona, okradziona z dzieciństwa, trochę infantylna, trochę egzaltowana. Nieszczęśliwa. Jedyny ratunek widzi w ucieczce. I tej realnej, w postaci buntu przeciw życiu, jakie zaplanowali dla niej rodzice i psychicznej: w marzenia, w fantazję…

„Ukradli mi życie. Budziłam się już tylko na krótko i wbrew sobie.”

(Fragemnt powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Pisanie powieści, w zamierzeniu będące pretekstem do ucieczki „na zawsze” w Świat fantazji, okazało się swoistą psychoterapią. W baśniowej powieści pełnej fantastycznych stworzeń następuje zdefiniowanie problemu Emily, jego rozwiązanie i prowadząca do tego rozwiązania droga. Książka spełniła jeszcze jedną rolę w życiu bohaterów…

Złamane pióro zaczęłam czytać w oczekiwaniu na kolejne zajęcia. Już w trakcie wstępu przerwałam czytanie i schowałam książkę do torebki. Oho, to nie czytadełko, którym można sobie uprzyjemnić czas w autobusie, kolejce do lekarza czy w przerwie między zajęciami. Złamane pióro wymaga czasu, nie „międzyczasu” :). To niecodzienna proza, w niecodzienny sposób podejmująca problem walki o siebie, o życie w zgodzie z sobą. I chociaż powieść kończy się, jak się kończy, to jest to naprawdę dobra, godna polecenia literatura kobieca.

Z niecierpliwością będę czekała na następne utwory p. M. M. Borochowskiej.

Materiał źródłowy:  http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/28721511#opinia28721511

41) 15 listopada 2015     http://thievingbooks.blogspot.com      Złamane pióro

„Złamane pióro”
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

Emily, wybitna dwudziestopięcioletnia pianistka ucieka na wieś, gdzie rozpoczyna pracę nad własną powieścią. Porzuca swoje obecne życie i wyjeżdża do odziedziczonego po rodzinie, starego domu. Imponuje swoją postawą, chociaż budzi też zastanowienie – czy warto porzucić wszystko co zdobyło się do tej pory na rzecz niepewnej przyszłości? Jednak życie Emily wcale nie było takie piękne, więc jej wybór w pewnym sensie był dla mnie zrozumiały. W nowym miejscu poznaje Jacoba, architekta, z którym bardzo szybko odnajduje wspólny język. Jak dalej potoczy się ich wspólna znajomość?

Tych dwoje, połączonych przez trudy życia, nie jest zapowiedzią błahego romansu bez konkretnej fabuły. Bohaterowie we wspólnych rozmowach podejmują trudne tematy, które czasami dotykają granicy tabu. Dzięki temu powieść nabiera znaczenia, umożliwia czytelnikowi własną interpretację tekstu i nie narzuca utartych schematów. Ukryte w fabule symbole sprawiają, że książka wcale nie jest łatwa, a na odważnego czytelnika czekają psychologiczne pułapki.

Ogromnym atutem tej powieści jest styl autorki, która wyłącznie poprzez słowo pisane zabrała mnie w niezwykłą podróż. Kwiecisty, barwny, wyszukany, ale nie przesadzony język maluje historię bohaterów w przepiękny sposób, zapraszając czytelnika do świata miłości, o której marzy każda dziewczyna. Autorka stworzyła niełatwe dzieło – pełne synonimów i historii z drugim dnem, przez co nie każdy doceni jej twórczość. Otwórzcie swój umysł, pozwólcie swobodnie płynąć historii i dotrzeć do Waszych serc, bo tylko tak docenicie jej piękno.

Wielowymiarowa fabuła dotyka wielu tematów: o miłości, Bogu, o walce z własnymi słabościami i odkrywaniu siebie na nowo. Zastanawiacie się czy to powieść dla Was i pewnie obawiacie się całej tej doniosłej sprawy? Niepotrzebnie, naprawdę. Po pierwsze, wszystko jest logicznie poukładane i wyważone, a po drugie zmysłowość scen zapewnia wyjątkowy klimat. To literacka uczta: pełna zakrętów, pytań i odpowiedzi do własnej interpretacji. Łatwo jest patrzeć na świat oczami Emily, głównej bohaterki i narratorki, ale trudniej jest dostrzec zrozumienie w jej czynach, a jeszcze bardziej skomplikowana jest próba odnalezienia sensu słów. Jednak, kiedy całość łączy się w kompletną opowieść, nie sposób się jej oprzeć.

„Złamane pióro” to jedna z bardziej intrygujących powieści, jakie dane było mi czytać. Musicie wiedzieć, że to niesamowicie mądra, przepełniona życiową prawdą powieść, która chwyta za serce i pobudza zmysły. Jest po prostu piękna w swojej formie. Nie mogę się nadziwić, jak taka niepozorna książka może skrywać w sobie tak cudowne wnętrze. Polecam – odważnym.

Autor: Ellie Moore

Materiał źródłowy: http://thievingbooks.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

40) 15 listopada 2015      http://mira-bell.blogspot.com     Złamane pióro

Sposób na przeszłość
„Złamane pióro”
MM Borochowska

Hello!

Przeszłość ma każdy, najczęściej, na szczęście, nie jest ona szczególnie traumatyczna. Czasami jednak minione wydarzenia nie pozwalają nam żyć normalnie w teraźniejszości, nie wspominając o próbach planowania przyszłości. Zapomnieć o przeszłości próbuje Emily, bohaterka książki Złamane pióro, którą miałam możliwość przeczytać dzięki uprzejmości autorki – Małgorzaty Marii Borochowskiej.

40

Czasami jest tak, że okładki książek są ładne, ale nieszczególnie się o nich pamięta; piękne i o takich można na przykład napisać notkę; przerażające jak okładka Złamanego pióra. Bezsprzecznie rzuca się w oczy i jest mocno niepokojąca. Nie ma się jednak czego bać, to nie horror, a wręcz świadomość tego co jest na okładce daje czytelnikowi dużą przewagę i nikłe pojęcie o przeszłości bohaterki.

Emily po studiach postanawia wyprowadzić się na wieś i napisać powieść. Ma sympatycznych sąsiadów – szczególnie pewnego architekta i przyjaciółkę w mieście. Jej dzień zaczyna się od kawy z wspomnianym sąsiadem a później zajmuje się domem i pisaniem. Z czasem relacje Emily i Jacoba zaczynają się pogłębiać, ale demony przeszłości nie dają o sobie zapomnieć, zatruwając znajomość. I mniej więcej w tym momencie fabuły właściwej autorka prezentuje nam dodatkowo książkę pisaną przez Emily. Jest to taki punkt kulminacyjny, właściwe pogodzenie, rozwiązanie kwestii przeszłości, bohaterka możne pójść dalej.

Zwykle nie piszę takich opisów, ale bez tego trudno byłoby napisać coś więcej o bohaterach. Emily jest przewrażliwiona na tematy związane z jej przeszłością, Jacobowi charakter zmienia się co pięć minut, a jednymi z ich ulubionych tematów do rozmów przy porannej kawie są rasizm, tolerancja, Hitler i religia. Mieszanka wybuchowa i często dochodzi do eksplozji.

Przy postaciach najczęściej wspomina się o tym czy się je polubiło. Otóż ciężko mi było przywiązać się do Emily, ale w trzeciej części książki, po punkcie kulminacyjnym, faktycznie ją polubiłam. Natomiast postaci Jacoba nie potrafię ogarnąć jako całości, dostajemy w trakcie lektury bardzo dużą ilość informacji na jego temat, ale poskładanie z tego jasnego obrazu nie jest łatwe.

Wiecie co najbardziej wyróżnia Emily? Jej zamiłowanie do synonimów. Jak wiadomo książki poszerzają nasze horyzonty i zasób słów. Złamane pióro można traktować jak słownik wyrazów bliskoznacznych. Na początku trudno przyzwyczaić się do takiego sposobu wyrażania myśli, ale potem nie zwraca się na to większej uwagi. Generalnie styl autorki jest niezwykle charakterystyczny. Sama mam zamiłowanie do dziwnych konstrukcji gramatycznych więc ich czytanie nie sprawia mi problemu, ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu ludzi mogłoby być to ciężkie doświadczenie. Wierzcie mi warto się przemęczyć.

Pozdrawiam, M

Materiał źródłowy: http://mira-bell.blogspot.com/2015/11/sposob-na-przeszosc-zamane-pioro.html

39) 15 listopada 2015r.    http://nhoryzonty.blogspot.com     Złamane pióro

 „Złamane pióro”
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

Moja ocena: 6/6

Źródło okładki: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamane-pioro

 „Może bardziej chodzi mi o poszukiwanie własnego miejsca. Nie próbuję stworzyć żadnej teorii, tylko zastanawiam się, ile trzeba poświęcić, żeby w końcu znaleźć swoje własne miejsce, własne życie i czy każdy może je znaleźć.”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Mam niemały problem, aby przedstawić Wam skrócony opis fabuły, ponieważ co bym nie napisała, machniecie na to ręką i stwierdzicie „ale to już było”. Jednakże będziecie w dużym błędzie. Tym samym spróbuję opisać w kilku zdaniach wątek, który z pozoru będziecie odbierać jako banalny, jednakże nie przekonacie się o czym mówię, póki nie sięgniecie po „Złamane pióro”.

Otóż narratorką powieści jest Emily Crew, młoda, bardzo inteligenta i piękna kobieta. Poznajemy ją w momencie, kiedy kończy studia. Wydawałoby się, że na tym etapie życia, człowiek myśli, iż wszystko może, że otwiera się przed nim cały świat, bo w końcu jest młody i wykształcony, wystarczy jedynie znaleźć pracę w upragnionym zawodzie i zacząć żyć pełną piersią. Jednak u Emily, to się nie sprawdza, bowiem kobieta wręcz ucieka z uczelni, sprzedaje mieszkanie i wyjeżdża z miasta. Dosłownie chce zostawić wszystko za sobą, zamknąć ten rozdział w szufladce z napisem przeszłość, dlatego postanawia przenieść się na wieś, do drewnianego domku odziedziczonego po zmarłych dziadkach. Tam pragnie rozpocząć nowy rozdział w swoim życiu, potrzebuje swego rodzaju oczyszczenia i rozgrzeszenia z przeszłością, toteż zamierza napisać pierwszą powieść, dzięki której chce udowodnić samej sobie i bliskim, że stać ją na wiele i, że potrafi osiągnąć coś zupełnie sama. Poznaje nowych sąsiadów, a jednym z nich jest intrygujący mężczyzna – Jacob Stuart utalentowanym i cieszącym się sławą architekt i grafik, chyba nie muszę dodawać, że jest nieziemsko przystojny?

Emily stara zachowywać się z rezerwą w stosunku do Jacoba, ale ten nieustannie wprasza się do niej pod pretekstem wypicia kawy, w tym samym czasie toczą rozmowy, niekiedy kłócą się, a innym razem siedzą i milczą. Kiedy mężczyzna wchodzi na tematy z jej przeszłości, bądź dotyczące rodziny, Emily w jednej sekundzie najeża się. Staje się czujna, opryskliwa i gotowa do werbalnej wojny. Obojgu im jest ciężko otworzyć się na zwierzenia, oboje niosą ze sobą ogromny bagaż doświadczeń. Piękne było to, że potrafili przebywać w jednym pomieszczeniu i nie rozmawiać przez dłuższą chwilę, jednak ta cisza im nie ciążyła. Intuicyjnie potrzebowali swojej bliskości. Z drugiej strony ich rozmowy były na tyle mądre, że nie sposób było się nudzić przy ich czytaniu.

Zbierałam te nowe doświadczenia i emocje, żeby któregoś dnia stworzyć głęboką, emocjonalną więź z drugim człowiekiem i móc powiedzieć: „kocham”, rozumiejąc wagę tego słowa.”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Początek powieści nasuwa na myśl, iż będzie to typowe babskie czytadło o stereotypowej fabule. Mamy młodą, piękną kobietę, przystojnego mężczyznę oraz ucieczkę przed przeszłością i wieloma trudami. Przyznacie, że brzmi to mało oryginalnie? Aczkolwiek z każdą kolejną przeczytaną stroną widzimy, że książka posiada drugie dno… jest bogata w metafory, autorka po mistrzowsku bawi się słowem. Język jakim napisana jest książka jest niezwykle barwny, wysublimowany, wyszukany i wykwintny. Dodatkowym plusem (jak dla mnie) jest to, że w treści zawarta jest również ogromna ilość synonimów, do których osobiście mam słabość, w równym stopniu jak główna bohaterka powieści. Fabuła jest bardzo interesująca, nie nudzi czytelnika. Postacie zostały wykreowane bardzo realistycznie i prawdziwie, w dodatku jak już wspominałam prowadzą błyskotliwe dialogi. Pod względem literackim książka jest naprawdę dopieszczona, widać, że autorka dokładnie przemyślała co chciała przekazać czytelnikowi. Czego chcieć więcej? Przyznaję, że po raz pierwszy miałam styczność z tak oryginalną prozą i jestem nią zachwycona.

Zdecydowanie jest to książka, która niesie ze sobą wiele mądrości i śmiało można ją zaliczyć do grupy ambitnych, wymagających. Pisarka porusza w niej wiele ważnych spraw, między innymi są zawarte: rasizm, wiara, kościół, kler, wolność słowa, poglądy polityczne i ekologiczne oraz prawa zwierząt, jednakże bardzo duży nacisk kładzie na przedstawienie czym jest prawdziwa pasja, poszukiwanie miłości, szczęścia i własnego jestestwa.

Warto również wspomnieć, że w książce ukazane zostały fragmenty baśni, którą pisze główna bohaterka. W rzeczywistości są to jej marzenia, a także demony z przeszłości, które ukryła pod płaszczykiem fikcji literackiej i przelała na papier. Co ciekawe sama autorka (Emily) nie zna zakończenia baśni. Kobieta odcinając się od tego co zostawiła w mieście, szuka odpowiedzi na wiele nurtujących ją pytań.

Złamane pióro jak defekt i napiętnowanie. Jak cena wolności. Jak ślad rozpaczliwej walki w potrzasku.”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Niezmiernie się cieszę, że mogłam przeczytać tę publikację. Nawet nie sądziłam, że tak bardzo pochłonie moją uwagę, jestem mile zaskoczona. Książka wywołuje wiele emocji, zmusza czytelnika do refleksji. Nie jest to pozycja dla każdego, jak również nie jest ona łatwa w odbiorze, albowiem nie znajdziecie w niej banalnej fabuły i lekkiego języka, wszystko to sprawia, że jest wyjątkowa. Lektura w dużej mierze adresowana jest do czytelnika dojrzałego emocjonalnie, lubiącego na chwilkę się zatrzymać i przeanalizować czytaną treść. Po przeczytaniu „Złamanego pióra” mogłabym rzecz, że czuję się usatysfakcjonowana, jednak nie napiszę tego, ponieważ czuję ogromny niedosyt, zapragnęłam przeczytać więcej. Cudownie skonstruowana powieść, którą należy się delektować, trafia ona na półkę moich ulubionych. Uwielbiam książki, które zostają w pamięci czytelnika na dłużej, a o „Złamanym piórze” z pewnością długo nie zapomnę. Zdecydowanie jest to pozycja godna polecenia.

39

Materiał źródłowy: http://nhoryzonty.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

38) 15 listopada 2015 http://czytanie-chwile-rozkoszy.blogspot.com Złamane pióro

Lepiej nie zgub się w ciemnościach własnej duszy,
bo stamtąd już nie ma ucieczki

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska
zlamane-pioro-okladka

Zaczynając Złamane pióro nie miałam pojęcia czego się po tej książce spodziewać. Historia nieszczęśliwej miłości? Choroba i przedwczesna śmierć? Morderstwo bliskiej głównej bohaterce osoby? Przemoc domowa? Patrząc na tajemniczą okładkę, przez głowę przewijało mi się wiele potencjalnych scenariuszy przedstawionej w powieści historii, a każdy z nich zapowiadał coraz to bardziej schematyczną i banalną opowieść. Jak bardzo się myliłam, jak bardzo dalekie były wymyślone przeze mnie scenariusze od tego stworzonego przez Małgorzatę Marię Borochowską.

Wyjazd na wieść jest jedynym rozwiązaniem, metodą, wyjściem i receptą, jakie Emily bierze pod uwagę. Młoda kobieta chce odciąć się od zgiełku miasta i przeszłości, niedającej o sobie zapomnieć. Nie spodziewa się jednak, że ucieczka tak naprawdę prowadzi do spotkania z własnymi lękami. Gdy poznaje ciemnoskórego Jacoba, jej życie nabiera barw. Wszystko zaczyna się układać. Ma spokój, a czas wydaje się nie istnieć. Idealne warunki, by rozpocząć życie do nowa i spełnić swoje marzenie – napisać książkę. Jednak los jest przychylny do czasu. W końcu nadchodzi moment, gdy trzeba wybrać wszystko albo nic.

Złamane pióro to powieść, której nie da się porównać do żadnej innej. Na początku wydaje się lekka i banalna, jednak im bardziej zagłębiamy się w historię stworzoną przez autorkę, tym widzimy więcej wartości. Opowiada ona o samotności, zapomnieniu, przebaczeniu i karze, a także zmusza nas do refleksji oraz zatrzymania się i przemyślenia niektórych bardzo ważnych w naszym życiu kwestii. Rozmowy prowadzone przez Emily i Jacoba na takie tematy jak wiara czy rasizm otwierają nasze umysły i sprawiają, że patrzymy na niektóre sprawy z całkowicie innej perspektywy.

W wielu przypadkach jest tak, że autorzy opisują swoich bohaterów. Małgorzata Borochowska nie skupiła się na tym, by wpleść w tekst niepotrzebne słowa, nie pisała, że jej bohaterka jest odważna, smutna czy pełna sprzecznych emocji, a pozwoliła to odkryć samemu czytelnikowi. To poprzez zachowanie postaci mogliśmy poznać je bliżej, utożsamić się z nimi czy poczuć do nich sympatię.

Na uwagę zasługuje także kompozycja powieści. Tutaj świat rzeczywisty przeplata się z fikcyjnym – wymyślonym i opisanym w książce głównej bohaterki, którą możemy poznać dzięki jej fragmentom wplecionym w tekst. Na początku przenika się to w, można by powiedzieć, subtelny sposób, jednak z czasem fikcja staje się bardziej nachalna i zaczyna wypierać rzeczywistość, a sen mieszać z jawą. W końcu wszystko skupia się jedynie na historii pisanej przez Emily.

Powieść o Generale i Wybranej, pisana przez bohaterkę, jest lustrzanym odbiciem jej rzeczywistego życia, a także możliwością na uporządkowanie myśli. Przez to, że opisuje to, co czuje, może spojrzeć na życie chłodno, jak ktoś obojętny, nie biorący udziału w ostatnich wydarzeniach.

Powieść Złamane pióro czyta się z przyjemnością za sprawą niesamowitego stylu Małgorzaty Marii Borochowskiej – bardzo plastycznego, przepełnionego porównaniami i mnóstwem synonimów. Autorka w piękny sposób opowiada historię, która przyprawia nas o istną gamę emocji. Podczas czytania smutek, strach, współczucie i gorycz mieszają się z radością, nadzieją i ciekawością. Nie raz były momenty, gdy uśmiech sam pojawiał się na mojej twarzy lub zdradzieckie łzy napływały do oczu.

Złamane pióro skradło moje serce, mimo że nie jest to łatwa lektura. Mnogość symboli, synonimów, trudna tematyka i czasem niezrozumiałe do końca wydarzenia mogą przytłoczyć niektórych czytelników. Nie jest to powieść na nudny wieczór ani dla osób, które lubią czytać niezobowiązujące książki. Wymaga ona od nas całkowitego skupienia i przemyślenia niektórych kwestii. Sprawia, że po przeczytaniu nieco inaczej patrzymy na otaczający nas świat. Niemniej jednak znajdziemy tu także fragmenty przyjemne, sprawiające, że serce wznosi się ku niebu. Napisana pięknym językiem, z ciekawie nakreślonymi postaciami i nietuzinkową fabułą wywarła na mnie wielkie wrażenie.

Był pomysł, który został niesamowicie zrealizowany. Złamane pióro należy do książek, niedających o sobie zapomnieć. To majstersztyk gatunku, przy którym w jednym momencie serce bije jak szalone, a w następnym gwałtownie staje. Nie da się opisać tego, co kłębi się w mojej głowie po przeczytaniu tej książki. Musicie sami poznać historię Emily, by poczuć to wszystko.

Moja ocena: 10/10

Materiał źródłowy: http://czytanie-chwile-rozkoszy.blogspot.com/2015/11/lepiej-nie-zgub-sie-w-ciemnosciach.html#more

37) 9 listopada 2015 http://tajemniczeksiazki.blogspot.com   Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska.

zlamane-pioro-okladka

Dwudziestopięcioletnia Emily Crewe postanawia zacząć życie od nowa, na własnych zasadach. Po zakończeniu studiów przeprowadza się na wieś do starego lecz pięknego domu odziedziczonego po dziadkach. Tam ucieka w świat marzeń usiłując napisać swoją książkę, aby zapomnieć o przeszłości i problemach.

Właśnie tam poznaje również Jacoba Stuarta: przystojnego i niesamowicie utalentowanego architekta. Znajomość ta może okazać się jedną z najlepszych rzeczy, jakie dotąd spotkały ją w życiu. Może okazać się też tą, która zmieni wszystko. Wybór należy tylko do niej…

Złamane pióro to debiutancka powieść Małgorzaty Marii Borochowskiej, wydana w 2012 roku. Debiut ten uważam za jak najbardziej udany.

Sięgając po książkę nie wiedziałam, czego dokładnie mam się spodziewać, bowiem opis na tylnej okładce niezbyt wiele sugerował – na szczęście – a wcześniej czytane przeze mnie recenzje rozmyły się w mojej głowie. Pisząc wprost myślałam raczej, że będzie to kolejny romans jakich wiele. Patrząc na okładkę moja wyobraźnia sugerowała również wątek kryminalny w tle.

Wyobraźcie sobie zatem moje zdziwienie podczas lektury. Aby nie zdradzić zbyt wiele napiszę tylko tyle: fabuła wciąga już od pierwszych stron i swoje tempo trzyma cały czas, do samego końca.

Kolejną ważną rzeczą w tej książce jest język. Przyznam szczerze, że już dawno nie czytałam tak pięknego i wyszukanego słownictwa w tak – wydawać by się mogło – zwyczajnej lekturze. Autorka niewątpliwie ma dar posługiwania się językiem w sposób niezwykle plastyczny i dar ten wykorzystała na każdym etapie pisania owej historii. Na uwagę zasługują również główni bohaterowie – Emily i Jacob.

Emily to dwudziestopięcioletnia pianistka, która po kilku nieprzyjemnościach, a raczej nieporozumieniach postanawia wyjechać na wieś, gdyż tylko tam czuje się bezpiecznie. Przez całe dotychczasowe życie robiła wszystko to, czego oczekiwała od niej rodzina. Lęk przed graniem i występami tylko potwierdził jej decyzje żeby wyjechać i zapomnieć o wszystkich problemach.

Nie myśli o przyszłości – to zbyt dalekosiężne plany. Na wsi chce być bowiem jak najdłużej i zamierza poświęcić ten czas na napisanie książki.

Jacob jest jej zupełnym przeciwieństwem. Jego życie skoncentrowane jest na pracy i tylko w niej widzi sens swojego życia. Nie musi uciekać przed czymkolwiek, a przyszłość wiąże oczywiście z pracą. Nie w głowie mu romanse, ani inne nic nie znaczące związki. Skrycie czeka na tę Jedyną, dla której będzie w stanie poświęcić dosłownie wszystko.

Tych dwoje poznaje się w dniu przeprowadzki Emily na wieś. Przystojny architekt jest jej sąsiadem. Ich znajomość od samego początku jest dość specyficzna. Rozmowy, jakie najczęściej prowadzą są bardzo trudne. Poglądy – będąc zupełnie od siebie różne – powodują wiele nieporozumień.

Dzięki tym postaciom autorka porusza niecodzienne i trudne tematy, jakimi są: wiara, Bóg, miłość i samotność, do której żadne z nich nie chce się przyznać.

Muszę wspomnieć również o tym, iż kompletnie nie rozumiem dlaczego – pomimo że od debiutu minęły trzy lata – o książce tej nie jest głośno. Ta pozycja to naprawdę udany i – co najważniejsze – przemyślany debiut zasługujący na uwagę wielu czytelników.

Po skończonej lekturze stwierdzam, że jedyną wadą tej książki jest fakt, iż trzeba myśleć podczas czytania, bo nie jest to kolejna opowieść o cudownej miłości, tylko lektura skłaniająca do wielu – czasami ciężkich i smutnych- refleksji i pewnie tylko dlatego, że nie jest komercyjna, nie jest popularna. A szkoda, bo naprawdę ma potencjał.

Reasumując – nie pozostaje mi nic innego, jak tylko szczerze i od serca polecić tę książkę. Jest to bowiem niesamowita opowieść o poszukiwaniu swojego prawdziwego „ja” napisana przepięknym językiem. Dla osób oczekujących od lektury czegoś więcej, niżeli poprawnie napisanej powieści jest to pozycja obowiązkowa.

Materiał źródłowy: http://tajemniczeksiazki.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

36) 6 listopada 2015 http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska
36_1
Kategoria: literatura piękna
Moja ocena: 8/10

Człowiek rodzi się po to, żeby mieć w życiu ciężko”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Doskonali artyści to ludzie wybitnie uzdolnieni, którzy nie są wyłącznie odtwórcami, ale autorami własnej, niepowtarzalnej koncepcji, myśli, idei, poglądu, teorii, filozofii. Czy łatwo zostać wybitnym artystą? Niestety nie, bowiem nie wystarczy posiadać wrodzonego talentu, trzeba mieć w sobie pasję, która będzie mobilizowała do nieustannego doskonalenia swojego kunsztu, do ciężkiej pracy, często ponad własne siły. Dlatego, aby osiągnąć wielki sukces, należy zupełnie poświęcić i podporządkować mu swoje prywatne życie. A co się dzieje, kiedy właśnie tej pasji, zapału, entuzjazmu, gorliwości brakuje? Kiedy ktoś inny podejmuje decyzje w naszym imieniu, tym samym reżyserując cudze życie według własnej wizji? Otóż konsekwencje mogą być bardzo poważne, często nieodwracalne.

„Kariera, zaszczyty są dobre tak długo, jak długo jest się młodym i ma się wokół siebie tłum. Ale w końcu zostajesz sama ze swoimi myślami. Wracasz do pustego domu, pustego łóżka i umierasz w samotności”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Małgorzata Maria Borochowska oddała w ręce czytelników niezwykłą powieść, która stanowi swoistą ucztę literacką, jednocześnie dotykając ważnych, intrygujących i głębokich kwestii związanych nie tylko z codzienną egzystencją, ale przede wszystkim z walką o swoją niepowtarzalną tożsamość, o życie według prywatnego scenariusza zgodnego z własnym sumieniem. Autorka pod płaszczykiem banalności przemyciła w tej powieści wiele istotnych, bolesnych, kontrowersyjnych i wcale nie takich błahych tematów, które mocno frapują i często odbierają przyjemność czerpania satysfakcji z własnych dokonań. Utrudniają życie, doprowadzając do całkowitego zatracenia w bólu, smutku i olbrzymiej samotności. Wplotła również nurtujące i sporne treści dotyczące rasizmu, tolerancji wobec odmienności nie tylko w kwestii wyglądu, czy koloru skóry, ale także wiary.

„Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się rzeczy wielkie…”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

36_2

„Złamane pióro” to ten rodzaj prozy, który wymaga od czytelnika całkowitej uwagi i skupienia, skłania do refleksji, zadumy i analizy bowiem ta książka nasycona jest synonimami, symboliką, metaforą oraz do końca nieokreślonymi myślami, które odzwierciedlają skomplikowany stan ducha głównej bohaterki. Odniosłam wrażenie, że nawet samej autorki. Po raz pierwszy spotkałam się z tak oryginalną prozą, o której bardzo trudno pisać w krótki i prosty sposób. Otóż niniejsza książka po przeczytaniu kilkunastu pierwszych stron sprawiała na mnie wrażenie kolejnej, banalnej powieści z gatunku literatury kobiecej, opartej na znanej fabule, w której poznajemy dylematy młodej bohaterki, która to za sprawą traumatycznych przeżyć postanawia uciec z miasta i zaszyć się w małej, wiejskiej drewnianej chatce, gdzie nieoczekiwanie na jej drodze staje przystojny i inteligentny mężczyzna. Pomyślałam sobie ot, następna opowieść o miłości i namiętnym romansie. Prosta historia, chociaż serwowana subtelnym i ujmującym językiem, z odrobiną zabawnych sytuacji, które wywołały uśmiech na mojej twarzy, tym samym sprawiając wrażenie, że to będzie lekka, przewidywalna, ale przyjemna lektura. Nic bardziej mylnego bowiem autorka z każdą kolejną stroną zaczęła mnie zaskakiwać, wprowadzając coraz więcej głębokich i cennych treści. Treści, które musiałam przemyśleć, aby wyłuskać kwintesencję tej historii. Zastanowić się nad tym, co autorka chciała przekazać, wplatając w tę powieść nie tylko błyskotliwą i pogmatwaną oraz pełną wewnętrznych rozterek historię tajemniczej i często trudnej do zrozumienia Emily, ale także wspaniałą, chociaż niełatwą w odbiorze baśń z elementami fantastyki oraz bajkę, z której każdy czytelnik może wyciągnąć morał i spróbować go odnieść do współczesnego świata i własnego życia. Chociaż bohaterowie owej powieści często mnie irytowali i zaskakiwali swoimi decyzjami, czy porywczym i nieobliczalnym zachowaniem to jednak w każdym z nich mogłam odnaleźć cząstkę siebie, dzięki czemu było mi łatwiej ich zrozumieć. Zupełnie tak samo, jak Emily wiele razy miałam ochotę spakować walizki i wyjechać, gdzieś daleko, gdzie nikt mnie nie zna, gdzie nie ma ulicznego zgiełku, wścibskich sąsiadów i tego wszechobecnego chaosu, który króluje w miejskiej społeczności. Pewnie wielu z Was czasem doganiają podobne myśli i pragnienia.

Autorka stworzyła bardzo realne postaci, nadając im złożone portrety psychologiczne, tym samym zmuszając czytelnika do syntezy skomplikowanej i nieoczywistej treści. Przede wszystkim w drugiej części swej opowieści, gdzie za sprawą głównej bohaterki kreuje kolejne postaci i nowe miejsca, alegoryczną fabułę, która odzwierciedla głębokie rany i wątpliwości zupełnie zagubionej w realnym świecie głównej bohaterki. Pisana przez nią powieść, a raczej baśń stanowi dla Emily pewnego rodzaju oczyszczenie, ucieczkę, swoistą terapię, wyrażenie wewnętrznych lęków i ogromnej samotności, która być może ułatwi wyrwać się jej z hermetycznego i samowystarczalnego świata, do którego nikogo nie dopuszcza. Tylko, czy pisanie tak emocjonalnej i ważnej dla Emily powieści pozwoli jej dotrzeć do obranego celu? Czy uleczy jej samotną i zbolałą duszę? O tym możecie się przekonać sami, sięgając po absolutnie wyborną, debiutancką powieść Małgorzaty Marii Borochowskiej.

W mojej opinii „Złamane pióro” to lektura wymagająca ciszy, kontemplacji, a nawet analizy. Dlatego jest to, książka skierowana do wymagającego odbiorcy bowiem nie czyta się jej w łatwy i przyjemny sposób. Lektura tej powieści nie powoduje uczucia relaksu, wręcz przeciwnie wywołuje swoiste poczucie chwilowego zmęczenia umysłu, gdyż wymaga stałego myślenia, intensywnych rozważań, aby nie stracić sensu i kwintesencji tego, co chciała nam przekazać autorka niniejszej powieści. Ponadto książka stanowi połączenie trzech gatunków literackich, powieści obyczajowej, fantasy i bajki. Ostatecznie każdy odbiorca może ją zinterpretować zupełnie inaczej. Słowem to idealna powieść na długie jesienne wieczory, pod warunkiem, że cenicie i lubicie literaturę, która skłania do refleksji, wyraża głębokie emocje wykreowanych postaci i zmusza do odnalezienia ukrytego klucza.

Dla mnie lektura „Złamanego pióra” była wielką zagadką, która mnie zaskakiwała, czarowała subtelnym językiem i niesztampową fabułą, która zmusiła mnie do wielu przemyśleń, pozwoliła odnaleźć kawałek siebie, po to, aby ostatecznie mnie urzec, wzbudzić mój podziw nad kunsztem oraz wyobraźnią debiutującej pisarki i wgryźć się na stałe w moją pamięć. 

Warto wspomnieć, że w przygotowaniu jest druga i ostatnia część powieści „Złamane pióro” pod tajemniczym tytułem „Trajektoria lotu”, po którą z przyjemnością sięgnę.

„Miłość, nawet ta, która ma się skończyć, uduchowia, uruchamia nieznane nam do tej pory pokłady energii i nadaje sens każdej sekundzie naszego istnienia. Szczególnie kobiecie jest bardzo potrzebna. Bez niej kobiety przedwcześnie się starzeją, gorzknieją i umierają nieszczęśliwe”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

36_3

Za możliwość przeczytania książki „Złamane pióro” oraz wyborną ucztę literacką serdecznie dziękuję Autorce Małgorzacie Marii Borochowskiej. 

36_4

Materiał źródłowy: http://nieterazwlasnieczytam.blogspot.com/2015/11/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

35) 4 listopada 2015   http://zaczytana-dolina.blogspot.com   Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska
35

Sięgając po Złamane pióro, w zasadzie nie wiedziałam, o czym będzie to książka. Okładka książki nie pozwoliła mi rozszyfrować, czego mogę się po niej spodziewać. Zwyczajowy opis fabuły na tyle okładki zastąpiły dwa intrygujące cytaty, a zdjęcie na przodzie pozostawia wyobraźni szerokie pole do popisu. Po pobieżnych oględzinach pewna byłam tylko jednego. To nie będzie banalna książka.

Emily właśnie skończyła studia. Sprzedaje mieszkanie w mieście i przeprowadza się na wieś do domu po dziadkach. Chce uciec od zgiełku i napisać swoją pierwszą książkę. Jej sąsiedztwo zamieszkują w zasadzie sami ludzie w podeszłym wieku. Jest jednak jeden mały wyjątek. Po drugiej stronie ulicy bowiem mieszka przystojny, sławny i bogaty architekt, Jacob, który od razu wkracza w życie dziewczyny i często wpada do nowej sąsiadki na kawę.

Brzmi jak oklepany początek zwyczajnego romansu? Nic bardziej mylnego, bo relacja między bohaterami nie jest ani oklepana, ani zwyczajna.

„- Masz słabość do synonimów? – zapytał rozbawiony Jacob.

– Raczej do własnych, unikalnych, bezprecedensowych i kameralnych skojarzeń – odwzajemniłam uśmiech. – Lubię słowa duże, niebezpieczne i przykre.”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Narratorką w książce jest Emily. Dziewczyna stara odciąć się od swojej przyszłości, trzyma ją w sekrecie, którego zazdrośnie strzeże. Nie tylko nie chce ujawniać jej nowo poznanym osobom. Sama stara się o niej zapomnieć, przez co postać jej jest owiana tajemnicą. Emily ma bardzo charakterystyczną cechę – jako pisarka lubi bawić się słowami i trochę nadużywa synonimów. Początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić, jednak z czasem zaakceptowałam to jako integralną część jej osobowości. Bohaterka czerpie inspiracje do książki z realnego życia, a efekty jej pracy możemy poznawać na kartach powieści. Obserwujemy to, jak rodzą się jej pomysły i jak nabierają kształtów, przeobrażając się w pełną niezwykłych stworzeń, fantastyczną opowieść o odwadze, miłości i odkupieniu win. Możemy nawet przeczytać sporą część dzieła, jakie rodzi się w jej głowie.

Z ogromną przyjemnością obserwowałam relację między Emily a Jacobem. Ich rozmowy często nie należały do łatwych. Dyskusje o moralności, wierze, poglądach na wiele spraw, były niemałym, ale bardzo pozytywnym, zaskoczeniem. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się czytać takich dialogów. Między tą dwójką, wbrew woli dziewczyny, zaczyna rodzić się uczucie. Uczucie, do którego istnienia Emily nie chce się przyznać, bo nie wierzy, że na nie zasługuje. Kiedy Jacob napotyka z jej strony na mur, nie poddaje się, stara się go sforsować i walczyć o jej zaufanie. To mężczyzna, który z uporem dąży do celu. Jego postać od razu skradła moje serce.

Autorka, podobnie jak stworzona przez nią postać, lubi bawić się słowem i przy jego pomocy maluje wyjątkowe obrazy. W książce odnajdziecie wiele metafor, w które zaklęte są miejsca, odczucia i emocje. Wraz z bohaterką poczujecie deszcz na swojej skórze, szum traw na łące, zapach starego domu i aromat kawy o poranku.

Złamane pióro to nie jest książka, która należy do łatwych. Nie jest to romans na jeden wieczór, który przeczyta się dla odmóżdżenia i na drugi dzień o nim zapomni. To książka o odwadze, przebaczeniu i  miłości, która inspiruje do tworzenia. To książka dopracowana w każdym szczególe, zapisana słowami wielkimi, nieprzeciętnymi i niezwykłymi.

Jeśli lubicie angażujące uwagę czytelnika, nietuzinkowe książki, w których odnaleźć można ciekawą grę słów, których bohaterowie są niepospolitymi postaciami, a świat rzeczywisty przeplata się z fantazją, to Złamane pióro jest właśnie dla Was.

Zaczytanego wieczora,
Pozdrawiam,
Marta Tadych

Materiał źródłowy: http://zaczytana-dolina.blogspot.com/2015/11/zlamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

34) 30.10.2015http://niebo-pieko-ziemia.blogspot.com     Złamane pióro

ZŁAMANE PIÓRO
Małgorzata Maria Borochowska
zlamane-pioro-okladka

Zastanawiam się dlaczego książka „Złamane pióro” choć swoją premierę miała trzy lata temu, nie jest przebojem literackim?

Bardzo rzadko się zdarza, aby powieść polskiego twórcy, wkradła się do mojego serca, a książce Złamane pióro to się udało… 

Emily stoi na rozdrożu – traumatyczna przeszłość i nieokreślona przyszłość. Dziewczyna potrzebuje azylu, oderwania się od miasta, dlatego przeprowadza się na wieś, do domu dziadków, gdzie czuła się szczęśliwa. Tam właśnie postanawia napisać swoją pierwszą powieść. Na jej  życiowej drodze staje Jacob, mężczyzna, który wie czego chce od życia. Z czasem, to on staje się jej inspiracją. Pod wpływem kilku czynników dochodzi do konfliktu i przerwania znajomości. Emily zatraca się w pisaniu zapominając o świecie. Tylko tak może odnaleźć siebie…

Bardzo trudno jest mi  streścić powieść, aby nie zdradzić zbyt wiele, ani, aby jej nie uprościć, ponieważ nie jest to płytka historia,  fabuła wymaga indywidualnej analizy…

Złamane pióro to piękna i poruszająca powieść o szukaniu swojego „Ja”. Być może wyda wam się, że książka jest banalna i szablonowa – a ja Wam powiem, że jest to nie prawda, gdyż jest to powieść jedyna w swoim rodzaju.

Po pierwsze autorka eksperymentuje z gatunkami. Cześć powieści ma miejsce w realnym świecie, gdzie poznajemy bohaterów, ich losy, przeszłość, teraźniejszość i odrobinę przyszłość.

Pozostałe wydarzenia – bardziej umysłowe – toczą się w świecie fantasty – to tam dochodzi do ostatecznej walki. Forma powieści też nie jest typowa – od czasu do czasu  twórczyni dodaje wstawki, które związane są z przeszłością lub przyszłością bohaterki.

Główną bohaterką jak się domyślacie jest Emily – dwudziestopięciolatka, zagubiona i pełna smutku, która musi stoczyć wewnętrzną walkę, odnaleźć siebie – choć finał jest niepewny i w efekcie może być tragiczny. Na szczęście młoda kobieta odnajduje koło ratunkowe, ale czy zdecyduje się po nie sięgnąć?

Kreacja Emily jest wręcz rewelacyjna. Autorka bardzo profesjonalnie portretuje zarówno osobowość jak i psychikę postaci. Dzięki głębokiej analizie potrafiłam wczuć się w sytuację Emily, odczuwać jej lęki i niepewność jutra.   Bardzo polubiłam Emily, ale także jestem oczarowana Jacobem. W ostatnim czasie trafiam na powieści, w których „panowie” są mało męscy, bardziej romantyczni i ciapowaci. Natomiast Jacob jest typowym mężczyzną z domieszką „kontrolowanej agresji” do tego inteligentny i utalentowany.

Aż żałuje, że Emily i Jacob, to bohaterowie literaccy, a nie realni ludzie.

Kreacja bohaterów, to nie jedyny talent autorki. Borochowska potrafi bawić się piórem, ma duży zasób słów i w pełni go wykorzystuje. Jednak największym plusem pisarki jest zdolność zahipnotyzowania czytelnika.

Już dawno czytałam książkę, która całkowicie przykuła moją uwagę. Od momentu, w którym zaczęłam czytać nic się dla mnie nie liczyło – na bok odsunęłam obowiązki domowe i sen – czułam się jak nałogowiec, a moim nałogiem była meritum powieści i losy bohaterów. Autorce nie brakuje też poczucia humoru. Wiele razy mimochodem uśmiechałam się pod nosem.

„Lubię słowa i lubię z nich budować. Nie chodzi o znaczenie pojedynczych słów, ale o klimat, który tworzą odpowiednio zestawione.”

(Fragment powieści „Złamane pióro” MM Borochowska)

Podczas czytania tworzy się taki specyficzny klimat. Powieść ma swój indywidualny akcent, który otacza magiczna aura. Tak więc Pani Borochowska – niech Pani dalej łączy słowa i tworzy tak fantastyczne zestawienia.

„Złamane pióro” choć w pewnym ułamku jest to romans, to jednak nie jest to łatwa, słodka i płytka lektura. Nie jest  to książka, która ma na celu umilanie czasu.  To książka, która zmusza do myślenia i zatracenia się w niej. Historia przypomina domek z kart – tylko spokojne i przemyślane ruchy, pozwolą na ukończenie budowy – każdy element fabuły, to jedna karta, a ich złączenie daje satysfakcjonujący finał. Autorka poprzez treść porusza bardzo ważne tematy: rasizm, wiara w Boga, poglądy ekologów, prawa zwierząt, a także zastanawia się nad znaczeniem słowa „miłość”. Twórczyni oznajmia także swoje zdanie na wymienione zagadnienia.  Dzięki temu możemy się zastanowić, przeanalizować słowa Borochowskiej i przyznać jej rację… lub nie. Fabuła w moim odczuciu ma zabarwienie filozoficzno – psychologiczne, dlatego niektórym być może  początkowo, trudno będzie wkroczyć do świata wykreowanego przez autorkę. (…)

Książka Złamane pióro wędruje na półkę „ULUBIONE”, a ja zostaje fanką Borochowskiej, gdyż jest to autorka, godna uwagi. Ma potencjał, który umie wykorzystać, pisze realnie, potrafi wzbudzić wiele emocji, zmusza do rozmyślań.  

Zabrać czytelnika do świata pełnego ludzkich słabości i zatrzymać go tam na dłużej, to nie łatwy wyczyn. Z czystym sumieniem mogę polecić książkę.

Materiał źródłowy: http://niebo-pieko-ziemia.blogspot.com/2015/10/zamane-pioro.html

 33) 29 października 2015      http://www.zapiski-okularnicy.pl     Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska
33

„Jeśli nie masz wyobraźni i nie potrafisz się nią posługiwać, to zawsze już będziesz uwięziona w ciasnej celi własnego umysłu spowitej przez mrok…”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Wyobraźnia tworzy historie, obrazy i ubarwia szarą codzienną rzeczywistość. To paleta farb w ręku artysty, którzy ma stworzyć niezapomniane działo, przyciągające uwagę i wywołujące zachwyt. Ma przenosić do innego świata, koić zmysły i dawać schronienie. Wyobraźnia to klucz do celi, w której panuje mrok, strach, szarość i stęchlizna. Jeśli ją stracimy to dożyjemy końca swojego bytu, jako sztywne bryły codzienności. Wybujałą wyobraźnię ma każdy…a raczej miał w dzieciństwie. Widział ktoś dziecko, które nie unosi się na latającym dywanie swojej dziecięcej fantazji i naiwności? Chyba nie. Wyobraźnię i to ogromną ma autorka książki, którą chcę Wam tym razem polecić. Małgorzata Maria Borochowska autorka „Złamanego pióra” udowadnia, co może stworzyć odrobina fantazji.

Narratorką tej historii jest sama główna bohaterka, która wprowadza nas stopniowo do swojego życia. Odkrywa się przed nami bardzo powoli, pokazując wiele twarzy jednocześnie. Jest to osoba skryta, owiana nutką tajemniczości i na pierwszy rzut oka nawet niepoczytalności. Sama nieraz zastanawiałam się nad jej zachowaniem, gdyż szokowało mnie i wprowadzało między nas dystans. Oczywiście na samym początku zostajemy skierowani na odpowiednie tory, które wiodą czytelnika po stacjach, sugerujących odcięcie się od przeszłości. Stworzenie sobie nowego świata i nowej osobowości. W tym celu Emily Crewe przenosi się na wieś, która zimą całkowicie pustoszeje. To właśnie tam, chce rozprawić się ze sobą, swoją przeszłością, ze swoich życiem lub jego brakiem. Jest to dziewczyna, która potrzebuje rozgrzeszenia i harmonii. Nie jest to postać banalna. Ma w sobie pewne szaleństwo i oryginalność w jednym. Potrafi być sympatyczna by za chwilę wybuchnąć jak wulkan. Dwudziestopięciolatka ubrana w sukienki ze strachu i chaosu. Szukająca natchnienia i schronienia przed światem. Dziewczyna uwielbiająca synonimy…

Jak się do głównej bohaterki mają pozostałe postacie? Powiem szczerze, że takich konkretnie zarysowanych drugoplanowych bohaterów nie ma wielu. Pogrupowałabym je w cztery zbiory. Powiedzmy, że postacią pierwszoplanową jest Emily (co wiadomo). Drugoplanowe postacie to równie oryginalny i utalentowany sąsiad, który wpada na kawę, kiedy tylko ma ochotę. Oczywiście jest przystojny, ale charakterystyczny. To także wulkan tylko fizycznie większy. Jest również przyjaciółka Emily, Alicja. Zakręcona kobietka, która umie wyczarować coś ciekawego nawet z kartonika po mleku. Osoba szukająca miłości… Pomocna, przyjacielska i nienachalna. Trzecioplanowe postacie to sąsiedzi i inni goście. A cała reszta to tło… chodząca przeszłość (lub teraźniejszość) – imiona, które miały bądź mają wpływ na zarys fabuły. Oraz fikcja literacka stworzona przez główną bohaterkę.

Autorka stworzyła niejedną historię a kilka. Dała upust swojej fantazji, jakiej nie poskąpiła też swojej bohaterce. Jest to książka posiadająca ciekawą i oryginalną fabułę. Napisana została językiem barwnym, plastycznym, obrazowym oraz bogatym w synonimy. Widać wyraźnie, że autorka bawi się słowem pisanym, nie ogranicza się tylko do potocznego słownictwa. Przenosi nas do świata realnego jak i tego fikcyjnego. Balansujemy na krawędzi zrozumiałej rzeczywistości i świata znanego nam z książek fantasty. Czytając miałam wrażenie, że siedzę w teatrze i oglądam sztukę podzieloną na trzy akty. Pierwsza część rozgrywa się w kuchni i jest wprowadzeniem do całości. Powiedzmy, że bohaterowie tutaj pojawiają się i znikają, zostają dwie stałe ONA I ON. Kawa to element scalający. Są też oczywiście sceny poboczne jednak główne miejsce akcji to kuchnia w starym, podniszczonym i skrzypiącym domku, który zachwyca nie tylko tajemniczym hallem, ale również bliskością lasu i klimatem. Drugi akt to migawki świata realnego i fikcyjnego. To wyścig z czasem. Trzeci zaś to ostatnia prosta, której nie miałam ochoty kończyć. Jest to oczyszczenie, odkupienie, katharsis, odrodzenie i uniewinnienie. To metamorfoza…

„Złamane pióro” to niełatwa w odbiorze literatura. To gra słów, połączenie zgrabnych metafor z zabawą w synonimy. To obraz utkany z kilku odcieni wyobraźni i ciekawe wyzwanie literackie. Jest to powieść, która z każdą przeczytaną stroną wywołuje emocje i z czasem wciąga czytelnika do swojej zabawy. To opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi oraz o pozbyciu się ciężkiego balastu, który utrudnia życie. To oczyszczenie się z poprzedniego wcielenia i odkrycie prawdziwej kobiecości. To także historia o miłości, która różni się od tych dobrze nam znanych. Jest niebanalna, nieprzesłodzona, tętniąca swoim własnym życiem, pełna adrenaliny i irytacji, ale jest też piękna. To nietuzinkowi bohaterowie, którzy żyją własny życiem i raczej pozostaną w pamięci czytelnika na dłużej. Jest to opowieść utkana z dźwięków fortepianu, zapakowana w mroczną okładkę, która jednych zaintryguje, a innych może zniechęcić. Ja polecam skupić się na treści i nie sugerować się okładką… mimo, że nawiązuje ona do zawartości. Jest jeszcze coś, co mi się bardzo w tej książce podobało, a mianowicie ciekawe konwersacje między bohaterami. Czytelnik ma wrażenie, że siedzi w tej małej kuchni pachnącej kawą i słucha ciekawych dyskusji, wymiany poglądów i zarazem zabarwionych humorem dialogów. Jeśli lubicie ambitne powieści to polecam „Złamane pióro”, gdyż jest to książka o fantazji i napisana z fantazją.

„Miłość, nawet ta, która ma się skończyć, uduchowia, uruchamia nieznane nam do tej pory pokłady energii i nadaje sens każdej sekundzie naszego istnienia. Szczególnie kobiecie jest bardzo potrzebna. Bez niej kobiety przedwcześnie się starzeją, gorzknieją i umierają nieszczęśliwe.”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Materiał źródłowy: http://www.zapiski-okularnicy.pl/2015/10/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

32) 27 października 2015 http://www.subiektywnieoksiazkach.plZłamane pióro

 „Złamane pióro”
Małgorzata Maria Borochowska

zlamane-pioro-okladka

 „Lubię słowa duże, niebezpieczne i przykre”.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Książka, czyli arcydzieło, czytadło, egzemplarz, lektura, powieść, pozycja, proza, twór, utwór, utwór epicki, utwór literacki, utwór powieściowy, wolumin, wytwór i można tak wymieniać kolejne synonimy bez końca. Wymieniać, podobnie jak robi to bohaterka książki Małgorzaty Borochowskiej, zręcznie posługując się wyrazami równoważnymi i zbliżonymi znaczeniowo innym. Ale to tylko jedna z cech, jakimi szczecińska autorka obdarzyła postać stworzoną swoim piórem. Postać, w której historii ważne są słowa „duże, niebezpieczne i przykre„.

Emily Crewe to dwudziestopięcioletnia pianistka, której życie chwilowo zachwiało się w posadach. Bohaterka sprzedaje swoje mieszkanie w mieście i wyjeżdża do odziedziczonego po rodzinie, starego domu, by tam napisać swoją pierwszą powieść. Książkę, która ma stanowić dla niej oczyszczenie, swoiste katharsis. W nowym miejscu nieoczekiwanie jej los splata się z czarnoskórym Jacobem, architektem, z którym nawiązuje dziwaczną nić porozumienia. Odtąd już nic nie jest takie samo.

Przyznam, że trudno napisać krótki opis fabuły tej książki, nie unikając banałów. Powiecie bowiem, że to pewnie kolejna powieść o ucieczce na wieś, o budowania swojego życia na nowo, odkrywaniu uroków prostoty i pojawieniu się oczywiście miłości. To tylko pozory. „Złamane pióro” to bowiem książka, której daleko do utartych schematów i motywów widocznych we współczesnej literaturze obyczajowej dla kobiet. Pełna swoistego symbolizmu, nie do końca sprecyzowanych myśli, wyzwalająca możliwość własnej interpretacji opisywanych wydarzeń. To proza trudna, pełna pułapek, naładowana metaforami, które wyzwalają pragnienie ich jak najszybszego odgadnięcia. Nie będę ukrywać – uwielbiam takie literackie wyzwania.

Zastanawiacie się pewnie teraz, czym szczególnym wyróżnia się książka Małgorzaty Borochowskiej. Otóż niewątpliwie swoją kompozycją szkatułkową pod postacią przeplatania się ze sobą fabuły osadzonej w czasie rzeczywistym z fragmentami książki, jaką pisze Emily. Książki gatunkowo osadzonej w baśni i fantastyce, która wyraża dość jednoznacznie pragnienia bohaterki, jej rozterki, dylematy i walkę, jaką sama ze sobą toczy, nie wiedząc, jaki będzie jej finał. Fragmenty te napisane kursywą, w których fortepian stanowi niezwykle istotny element, ukazujące losy Wybranej i Generała, stają się doskonałym lustrzanym odbiciem życia Emily, alegorią jej istnienia i demonów, jakie obecne są w umyśle bohaterki. Po przeczytaniu książki już więc nie dziwi mnie dość tajemnicza okładka, na której można zobaczyć właśnie fortepian odgrywający w utworze znaczącą rolę. Warstwa ta w dość jednoznaczny sposób obrazuje to, co siedzi w głowie głównej bohaterki. Warstwa wymagająca myślenia i interpretacji własnej czytelnika. Oprócz tychże fragmentów, w książce znaleźć można także dość wymowną bajkę o księżniczce i królu, którzy mają zawrzeć związek małżeński. To również bardzo wymowna płaszczyzna, pokazująca wpływ uczucia na rozwój zarówno fizyczny, jak i umysłowy drugiej osoby.

Emily i Jacob w swoich fascynujących dyskusjach, poznając się nawzajem, poruszają wiele tematów, w tym definicji rasizmu, działań ekologów, praw zwierząt czy też samej wiary w połączeniu z polityką. I nie są to zwykłe rozmowy, bowiem wyczuwalne pomiędzy bohaterami seksualne napięcie buduje cały klimat ich historii. Klimat, który charakteryzuje się zmysłowymi opisami picia kolejnej filiżanki kawy, wypalenia kolejnego papierosa i ogrzania się przy cieple kominka. Muszę przyznać, że wielokrotnie podczas lektury tej książki, miałam nieodparte wrażenie, jakbym fizycznie uczestniczyła w rozmowach bohaterów, a zapach unoszącej się kawy, wyczuwałam niemal w powietrzu. W połączeniu z niezwykle wyrazistymi kreacjami zarówno Emily, jak i Jacoba – postaci nie do końca określonych, tworzy to wszystko niecodzienną prozę, w której zarówno forma, jak i treść ściśle ze sobą kooperują. Kilka, podszytych delikatnym erotyzmem scen jedynie zwielokrotnia tak świetny efekt.

„Złamane pióro” to książka, która z pewnością nie jest przeznaczona dla czytelników łaknących prozy łatwej i przyjemnej. Czy można byłoby ją polecić na relaksujący wieczór? Zdecydowanie nie, bowiem to dzieło wymagające myślenia, odkrywania wielu symboli i metafor oraz zrozumienia kontekstów. Niejednoznaczni bohaterowie jedynie wzmagają taki odbiór tej książki. Dla mnie była to literacka uczta i nie mogę doczekać się drugiej części, będącej obecnie w przygotowaniu pt. „Trajektoria lotu”. Chyba zaczynam mieć także słabość do synonimów.

Materiał źródłowy: http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/2015/10/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

31) 12 października 2015r. – lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamane-pioro

Sibidilla:

Książka Złamane pióro jest niesamowita. Jestem nią oczarowana i aż żałuję, że już skończyłam ją czytać. Jest dopracowana w każdym calu. To nie książka, to podróż którą odbywamy w głąb ludzkiego umysłu. Okładka, która na początku mi się nie podobała, po przeczytaniu książki zyskała w moich oczach, bo idealnie pasuje do treści książki i się z nią łączy. Sama książka wzbudza wiele emocji, są w niej przemyślenia na różne tematy, w tym te o Bogu, wierze, poglądach i o odkrywaniu samego siebie. Także o walce ze swoimi słabościami, oraz walce o miłość. Książka posiada idealne połączenie świata głównej bohaterki Emily ze światem fantastycznym książki, którą Emily pisze. Tworzy to niesamowity klimat i jest po prostu genialne. Polecam!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/28657216#opinia28657216

30) 6 października 2015http://melomol.blogspot.com/     Złamane pióro

Małgorzata Maria Brochowska – Złamane Pióro

zlamane_pioro_30

Zapewne każdy z Was zastanawiał się, czy łatwo jest odbić się od dna albo, czy z beznadziejnej sytuacji jest jakiekolwiek wyjście. Myślę, że każdego czeka taki problem i trzeba będzie sobie z nim poradzić. Ewentualnie się mu poddać, czego nie polecam. Bohaterka mojej dzisiejszej recenzji bardzo mnie zaskoczyła i dała wiarę w to, że nic nigdy nie jest stracone, a szczęście zostanie odnalezione, jeśli da się mu szansę. (…)

Uwielbiam ten moment, kiedy mogę przeczytać jedno zdanie kilka razy, bo tak bardzo mi się podoba. Specyficzne było to, że autorka wprowadziła synonimy, czyli zamiast nie ma potrzeby było: nie ma potrzeby, uzasadnionego powodu, motywu, argumentu ani przyczyny. Ten zabieg od razu rzuca się w oczy i nasuwa na myśl pytanie, czy długo się nad tym myśli. Moim zdaniem to świadczy o dużym zaangażowaniu w tę książkę, a co za tym idzie serce włożone w pracę nad nią. Kiedy czytelnik wyczuje zaangażowanie, nie ma nic lepszego niż delektowanie się takim dziełem. Złamane Pióro jest powieścią z doskonale dobranymi słowami. Zachwyca swoim wyszukanym językiem, przedstawia na kolejnych kartach życie kobiety, która postawiła sobie cel i czeka ją walka o siebie, o marzenia i o miłość. Umiejętne przeskakiwanie między realnością a fikcyjnością, dodaje niecodziennego wymiaru temu dziełu. Trzeba czytać je z pasją, tak samo jak napisała je autorka.

Materiał źródłowy: http://melomol.blogspot.com/2015/10/magorzata-maria-brochowska-zamane-pioro.html

29) 27 września 2015http://sladami-ksiazki.blogspot.com     Złamane pióro

Małgorzata Maria Borochowska
Złamane pióro
29

Są książki, które wzbudzają wiele emocji. Są też takie, o których szybko się zapomina, a o innych zapomnieć się po prostu nie da. Złamane pióro z całą pewnością należy do tych ostatnich. Powieść zmusza do myślenia. Nie jest to książka, przy której się odpoczywa, bowiem uwaga czytelnika musi być cały czas skupiona.

Fabuła wydaje się być prosta, akcji praktycznie nie ma, ale nie o to w tej książce chodzi. Nie musi się wiele dziać aby powiedziane zostało wiele. Nie musi paść wiele słów aby zrozumieć wszystko.

Złamane pióro nie daje prostych odpowiedzi, nie wyjaśnia ani nie ułatwia czytelnikowi zrozumienia fabuły. Kim jest Emily? Czyż jej zachowanie nie jest irracjonalne? Czy tak naprawdę ma znaczenie co sprawiło, że ucieka od świata? Autorka perfekcyjnie pokazała siłę ludzkiego umysłu, potęgę myśli, która może człowieka wznieść na wyżyny albo zniszczyć.

Emily poraniona przez życie ucieka od swojego dotychczasowego życia do domu dziadków, który kojarzy się jej z poczuciem bezpieczeństwa. Pragnie izolacji, a jednak poszukuje drugiego człowieka. Musi uporać się nie tyle z przeszłością, co z samą sobą. Zupełnie niespodziewanie w jej życiu pojawia się Jacob. Rozmowy z nim pozwalają jej nabrać dystansu do siebie.

Emily przypomina mi trochę Śpiącą Królewnę, żywą i jednocześnie martwą, zamkniętą w pokoju wspomnień, osaczoną przez własne lęki. Jacob, jak książę na białym koniu wskazuje jej drzwi ku wolności. Czy jednak Emily podejmie wyzwanie, wyrwie się z letargu i odważy wyjść przez te drzwi?

W powieści znajdują się też obszerne fragmenty książki, którą pisze główna bohaterka. Książki zupełnie nierealnej, a jednak mającej odzwierciedlenie w rzeczywistości Emily i ukazującej jej prawdziwe ja.

Złamane pióro to książka dla wymagających, dla tych, którzy od literatury wymagają czegoś więcej niż tylko prostoty. Nie jest to łatwa lektura, którą szybko się czyta. Wręcz przeciwnie. Powieść należy smakować powoli. Podjąć grę, do której zaprosiła nas Autorka i czerpać przyjemność z bogactwa słów. 

Materiał źródłowy: http://sladami-ksiazki.blogspot.com/2015/09/magorzata-maria-borochowska-zamane-pioro.html

28) 27 września 2015 http://lubimyczytac.pl/          Złamane pióro

ANDZIA12:

Złamane pióro autorstwa Małgorzaty Marii Borochowskiej swoją fabułą pozytywnie mnie zaskoczyło. Jest to książka, w której aż kipi od emocji, miłości, uczuć i magii pomieszanej z fantastyką. A stronę czytałam za strona nie mogąc się oderwać. Historia Emily, młodej kobiety piszącej swoja pierwsza powieść oraz Jacoba – dwojga ludzi których połączyło niezwykłe uczucie wciąga. Bardzo ciekawym zabiegiem zastosowanym przez autorkę jest przeplatanie losów Emily z fragmentami książki – baśniowej i fantastycznej. To właśnie takie połączenie według mnie wpływa na oryginalność i niezwykłość Złamanego pióra. Czytelnik przenosi się w krainę walki z fortepianami, fantastyki. Przypomniało mi to czasy, gdy czytałam Opowieści z Narnii. A ta powieść Emily i magiczna historia stanowi przekaz uczuć i pomost dla związku z Jacobem. Prócz tego Złamane pióro skłania i do refleksji. Bowiem rozmowy Jacoba i Emily są również na tematy etyczne, moralne i egzystencjalne. Pytań o wiarę, Boga…Tak bogatej w tyle elementów książki nie czytałam już bardzo dawno. Gorąco polecam i cieszę się, że miałam możliwość poznać twórczość Małgorzaty Marii Borochowskiej. Gorąco polecam!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamanepioro/opinia/28269988#opinia28269988

27) 19 września 2015kociara-mojepasje.blogspot.com/ –     Złamane pióro

Złamane pióro
Małgorzata Maria Borochowska

Złamane pióro

Złamane pióro

Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron: 360
Moja ocena: 9/10

Dwudziestopięcioletnia Emily po ukończeniu studiów przeprowadza się na wieś do starego domu dziadków. Postanawia tam napisać powieść, która pomoże jej pogodzić się z przeszłością i odkryć ile jest warta. W domu po drugiej stronie ulicy mieszka przystojny architekt, który w życiu kobiety odegra dużą rolę. Jacob i Emily spędzą ze sobą mnóstwo czasu pijąc kawę i poznając się nawzajem. Podczas tych rozmów poruszą tematy ważne i te mniej znaczące.

Banalna historia, tanie romansidło i prosty język? Płytka opowieść, o której zapomnimy zaraz po przeczytaniu? Tak zdecydowanie nie można mówić o książce Złamane pióro.  Jak ją w takim razie określić? Nieprzewidywalna, bezkonkurencyjna, celna, niezwykła i ponadprzeciętna. Na pewno nie jest to książka łatwa i napisana prostym językiem, co jednak w żaden sposób jej nie ujmuje, a nawet sprawia, że jest wyjątkowa. Nie podaje nam wszystkiego pod nos tylko zmusza do przemyśleń. Potrzebujemy trochę więcej skupienia przy czytaniu, ale mimo to wciąga od pierwszej strony. Kolejnym jej plusem jest to, że każdy może ją interpretować ciut inaczej w zależności od tego na jakim jest etapie życia.

Główna bohaterka jest miłośniczką synonimów, które wtrąca nawet w codzienne rozmowy. Bardzo podoba mi się ten pomysł i wydaje mi się, że dzięki temu jeszcze bardziej ją polubiłam, lubię takie małe wariactwa.

Emily jest dowodem na to, że ogromną rolę odgrywają ludzie wkoło nas, duży wpływ na to jacy jesteśmy mają ludzie, którymi się otaczamy.  Kobieta pisze powieść, której fragmenty znajdujemy na kartach książki, jest to bardzo ciekawy zabieg. Historia, którą tworzy jest nam przedstawiana w krótkich fragmentach, po których widzimy, że jest to powieść fantasy. Inspiracją do pisania jest jej codzienne życie, a przede wszystkim sąsiad Jackob. Chociaż czasami zachowanie bohaterki może się nam wydawać bez sensu, to w końcu dowiadujemy się jakie są tego powody i z jakim ciężarem się zmaga.

Architekt Jacob jest dobrym towarzyszem do picia porannej kawy i rozmów. Dzięki niemu poruszone zostają ważne i trudne tematy jak na przykład rasizm czy religia. Przez co książka nabiera jeszcze większego znaczenia.

Małgorzata Borochowska stworzyła świetną książkę, dzieło, czytadło, powieść, publikację i utwór literacki. Mimo, że czasem pojawiają się trudniejsze słowa czyta się ją z wielkim zainteresowaniem. Tytuł ten serdecznie polecam wszystkim, którzy oczekują od książki czegoś więcej niż zabicia czasu i lubią gdy tekst zmusza do myślenia. Jestem przekonana, że się nie zawiedziecie! 

2015.09.19_czytelnicy_pisza

„Najpierw było na wszystko za wcześnie, później stało się za późno. Za późno żeby zdjąć kaganiec i odpiąć smycz. Nie zerwałam się do lotu. Dzikie zwierzę wychowane w niewoli, któremu złamano wolę i stłumiono instynkt. Ziemia była Sodomą – planetą zła, uczucia nie istniały, a z wolności rodził się grzech.”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

„Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się rzeczy wielkie…”

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Materiał źródłowy: http://kociara-mojepasje.blogspot.com/search/label/Ma%C5%82gorzata%20Maria%20Borochowska%20-%20Z%C5%82amane%20pi%C3%B3ro

26) 17 września 2015kto-czyta-nie-pyta.blog.pl –      Złamane pióro

Dama Karo:

Małgorzata Borochowska
Złamane pióro i jego tajemnice

8 

Bywają takie książki, które wywierają duży wpływ na czytelnika – budzą do refleksji, zaciekawiają i nie pozwalają o sobie zapomnieć. Jedną z takich książek jest Złamane pióro Małgorzaty Borochowskiej, które siedziało w mojej głowie jeszcze parę dni po lekturze.

Szczerze mówiąc zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce… Mój niepokój był jednak niepotrzebny, gdyż ta lektura pochłania czytelnika w całości – zachwyca językiem, bogatym słownictwem i przede wszystkim niesamowitą wyobraźnią autorki.

Przed lekturą bałam się także tego, że okaże się ona dla mnie zbyt ciężka i wymagająca, jednak (na szczęście), byłam w wielkim błędzie. Złamane pióro czyta się bowiem błyskawicznie i z przyjemnością. Są również liczne fragmenty, które wywoływały uśmiech i zachwyt:

-Już nie śpisz? – zapytała cierpiącym męczeńskim tonem. Wyglądała jak cena tandetnej komiksowej miłości. Nędza, rozpacz, kolka i zgaga. Zaczerwienione oczy, potargane włosy, rozmazany makijaż…

– Wyglądasz jak czyśćcowa udręka – uśmiechnęłam się niepewnie, próbując trochę rozładować tę zapełnioną po brzegi ciężarówkę zgryzoty.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Książka przypomina mi nieco Baśniarza autorstwa Michaelisa Antonia, gdyż w obu przypadkach bajka jest metaforą prawdziwego życia. W pierwszym przypadku jest opowiadana dziecku, a w drugim tworzona przez zagubioną Emily dla własnej satysfakcji, ale obie łączy terapeutyczna moc opowieści. Lubię książki, które nie są dosłowne, lecz pełne metafor –  tutaj jest ich naprawdę wiele, a powieść głównej bohaterki rozbudza zaspaną wyobraźnię, przedstawiając nam zupełnie nowy i magiczny świat.

Kolejnym atutem książki jest bogaty język i specyficzny sposób narracji. Świat poznajemy z perspektywy Emily, która ucieka od swojego dawnego życia i przeprowadza się do domu odziedziczonego po ukochanych dziadkach. Swoje problemy stara się ukryć przed całym światem, jednak przeszkadza jej w tym nieco nachalny sąsiad – znany i szalenie przystojny architekt – Jacob. Emily udaje pisarkę i chroni swojej prywatności niczym lwica swoich młodych… Czy jej zachowanie jest w pełni dojrzałe? Absolutnie nie… Czasami zachowuje się naprawdę absurdalnie, ale ma ku temu powody. Co jednak jest przyczyną jej słabej kondycji psychicznej? Tego się ode mnie nie dowiecie! Mogę jedynie zdradzić, że Emily nosi na swoich barkach niesamowity ciężar i wiele przykrych wspomnień. Jest to dla niej dużą przeszkodą w nawiązaniu bliższej relacji z innymi ludźmi, a zwłaszcza z zapierającym dech w piersi sąsiadem…

– Niektóre umierają z tęsknoty młodo, inne cierpią całe życie, inne z czasem głupieją i zapominają. Tak to już jest. Są tak długo piękne, jak długo są kochane i potrzebne swoim doskonałym. wyborowym, optymalnym mężczyznom. Kwitną, dopóki czyją Ich dotyk, opiekę i podziw. Później, po Ich odejściu gasną, starzeją się i zwykle przedwcześnie umierają. Ale to nie jest regułą. Takie po prostu są kobiety. Potrzebują ciepła, miłości, podziwu i dotyku.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Trzeba również wspomnieć o tym, że Złamane pióro nie jest płytkim i oczywistym romansidłem! Porusza bowiem wiele trudnych tematów, takich jak: wiara, Kościół, rasizm, czy wpływ innych ludzi na nasze życie. Jeżeli jednak mogę Wam coś doradzić – nie czytajcie jej w pośpiechu! Ta książka wymaga od czytelnika pełnego zaangażowania i czasu na refleksję – nie jest zwykłym i oczywistym czytadłem „dla kucharek”… Dodatkowo musimy umieć się „wczuć” w klimat powieści, a zwłaszcza w fragmenty pisane przez Emily (bajkowe, ale jednocześnie refleksyjne). Zmęczenie może sprawić, że nie docenimy kunsztu pisarki, a możemy się wręcz zirytować i zniechęcić…

Nie chcę zbyt wiele mówić o fabule książki, gdyż mogłabym Wam popsuć zabawę i samodzielne odkrywanie tego, co Złamane pióro ma do zaoferowania. Dodam jedynie, że mamy tutaj do czynienia z wielością wątków – magiczną mozaiką, która dopiero po jakimś czasie staje się dla czytelnika w pełni zrozumiała.

Złamane pióro nie tylko nauczy nas nowych słów, ale również obudzi wiele emocji i zmusi do myślenia… Przez to, że książka porusza parę tematów (rasizm, religia, miłość, wychowanie, pasja, praca, życie), każdy z nas może ją odebrać w nieco inny sposób i coś innego z niej „wyciągnąć”. Ja jako pedagog patrzyłam na historię Emily z rosnącym współczuciem, ale z drugiej strony nie zawsze potrafiłam zrozumieć jej postępowanie i tok rozumowania. Dodatkowo dzięki tej lekturze musiałam się zastanowić nad tym, co tak naprawdę jest w życiu ważne… I doszłam do wniosku, że zdrowie i kochający ludzie wokół! Resztę da się przecież przecierpieć!

Książkę mogę polecić wszystkim tym, którzy lubią niebanalną literaturę. Jestem przekonana, że nie będziecie zawiedzeni!

Materiał źródłowy: http://kto-czyta-nie-pyta.blog.pl/2015/09/17/malgorzata-borochowska-zlamane-pioro-i-jego-tajemnice/

25) 10 września 2015  – http://subiektywne-recenzje.blogspot.com/     Złamane pióro

Małgorzata Maria Borochowska – ZŁAMANE PIÓRO

9

Ocena: 10/10

„Taboret, regulacja wysokości, spódnica podciągnięta do połowy rozchylonych ud… Idealna twardość klawiatury. Chwila świętobliwego skupienia. Oddałam mu się cała, napierając z pasją i namiętnością. Palce same wybrały. Etiuda Rewolucyjna… Mały fragment… Głęboki, filozoficzny, czysty dźwięk. Rozedrgane ciało rozgrzało się do stu stopni, zespalając w namiętności z doskonałym czarnym organizmem. Takiego ognia, opętania i obsesyjnej miłości ten utwór nigdy nie doświadczył. Chopin przewrócił się w grobie. Skończyłam, ciężko oddychając, oblana potem. Zaspokojeni patrzyliśmy na siebie z miłością. Nie mogłam wyrównać oddechu. Chyba tylko z Jacobem mogłoby być lepiej – pomyślałam i roześmiałam się w głos.”

(Złamane pióro, fragment rozdziału Miasto MM Borochowska)

Fenomenalna, oryginalna, niepowtarzalna, nieprzewidywalna i nietuzinkowa. Tymi słowami można w skrócie opisać to czym dla mnie jest powieść Złamane pióro. Opowieść szczecińskiej autorki Małgorzaty Marii Borochowskiej, która w przepiękny sposób udowadnia, że każdy z nas ma gdzieś swoją drugą połówkę, na którą czasem trzeba długo czekać i przeżyć wiele nieprzyjemnych i przykrych rzeczy, aby wreszcie dosięgnąć nieba i być prawdziwie szczęśliwym.

Główna bohaterka, Emily to kobieta, która nie dopuściła do siebie miłości, a wręcz doprowadziła się do stanu „bez miłości, bez nadziei i bez wszystkiego co w życiu ważne”. Na przykładzie Emily, autorka udowadnia, że wszyscy możemy czerpać inspirację z drugiego człowieka i ze wszystkiego co nas otacza. Ważne jest tylko to, aby uwierzyć w siebie i w to, że to co robimy ma jakiś cel. Emily podobała mi się również dlatego, że miała ciekawą przypadłość, a mianowicie uwielbiała używać wyrazów bliskoznacznych. Wplatała je w każdą swoją wypowiedź, co często było wesołym dodatkiem do jej – prawdę mówiąc –  nieszczęśliwej (początkowo) postaci. Historia Emily opowiada również o tym, że ogromny wpływ ma na nas to z kim przebywamy.

Z ogromną przyjemnością poznawałam losy Jacob’a i Emily i z niecierpliwością otwierałam kolejne strony żeby szybko przekonać się co będzie dalej i taka byłam nieszczęśliwa kiedy moja przygoda ze „Złamanym piórem” dobiegła końca.

Pierwszy raz spotkałam się z powieścią, w której czytałam kolejną powieść. Takie dwa w jednym. Z początku myślałam że historia opisywana przez główną bohaterkę będzie jakąś przeciętną historyjką, a tutaj takie zaskoczenie! Powieść utrzymana w klimatach fantasy i romansu do której napisania zainspirował ją przeuroczy sąsiad.

Mogłabym pisać o milionach zalet tej powieści ale za dużo bym Wam zdradziła. Kolejną mocną stroną jest to, że porusza problemy takie jak brak tolerancji na tle religijnym, rasizm czy fanatyczna ekologia. Momentami w sytuacjach komicznych przedstawia tę złą stronę ludzkiego charakteru. Odziera go z pięknej zewnętrznej powłoki, którą wystawiamy na widok publiczny.

Im bliżej końca byłam, tym rozumiała więcej symbolicznych scen czy rozmów, szczególnie w opowiadaniu pisanym przez Emily. Gdybym mogła to chętnie kupiłabym powieść napisaną przez bohaterkę.

Książkę polecam każdemu, kto lubi wartościowe powieści, które wnoszą coś do naszego życia, poruszają do głębi, wywołują wewnątrz nas raz uśmiech a raz sprawiają że w oczach pokazują się łzy. Mam nadzieję ze powstanie kolejna część losów Emily i Jacob’a.

Warto zapamiętać:

„Mój umysł specjalizował się w usuwaniu i przetwarzaniu zbędnego balastu, jakim były złe wspomnienia. Radził sobie, dublując jeden ból innym. Nie chciałam żyć pozornie, oglądając się nieustannie za siebie.”

(fragment powieści „Złamane pióro” – M.M. Borochowskiej)

„Czy nie jest czasem tak, ze spełnienie zawodowe, uwolnienie od poczucia winy i własnych kompleksów daje nam szanse na miłość, czy miłość pozwala nam spełnić się we wszystkich innych dziedzinach życia. Myślę, że nie zamykam się na miłość… Tak przynajmniej mi się zdaje. Chciałabym po prostu być jej w pełni świadoma. W pełni świadoma swojego uczucia i uczucia tej drugiej osoby. Zainspirować cudze życie i stać się dla kogoś niezbędną. Mam tylko czasami wrażenie, że nie mam nic do zaoferowania.”

(fragment powieści „Złamane pióro” – M.M. Borochowskiej)

            „Tam nie było rozmowy. Nikt nie prowadził dialogu. Był tylko zapach i kolor artykułowanych emocji. Czarnych jak piekło Jego oczu i dusznych jak zapach Jego skóry.”

(fragment powieści „Złamane pióro” – M.M. Borochowskiej)

Materiał źródłowy: http://subiektywne-recenzje.blogspot.com/2015/09/27-magorzata-maria-borochowska-zamane.html

24) 7 września 2015 –   erpgadki.pl/blog      Złamane pióro

Stworek vel Oka:

Fortepiany, synonimy i symbole
czyli „Złamane pióro” M.M. Borochowskiej

zlamane-pioro-okladka

Małgorzata Maria Borochowska  Złamane pióro

To była prawdziwa uczta, przyjęcie, bankiet, impreza i biesiada czytelnicza. Posiadała smak, charakter, fason, naturę i styl, które były jedyne w swoim rodzaju. Niezwykła podróż, tułaczka, ekspedycja po ludzkich myślach, zmianach i wyborach, które były tak niezbędne, żeby móc ruszyć dalej, a nie ciągle tkwić w nieurodzajnej pustce, którą zaserwowała przeszłość.

– Masz słabość do synonimów? – zapytał rozbawiony Jacob.

– Raczej do własnych, unikalnych, bezprecedensowych i kameralnych skojarzeń – odwzajemniła uśmiech. – Lubię słowa duże, niebezpieczne i przykre.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Emily, wybitna dwudziestopięcioletnia pianistka, która większość swojego życia przegrała (nie tylko na fortepianie), wyjeżdża na wieś do starego domu swoich dziadków, gdzie postanawia napisać powieść. To ma być jej spowiedź, ubrana w symbole, fantastykę, ale jednocześnie wyrażająca wszystkie jej niepokoje i obrazująca walkę, jaką musi stoczyć sama z sobą, żeby pogodzić się z przeszłością i odkryć, jak wiele jest warta. Już wcześniej, na uczelni swojej znajomej (która jest świetną przyjaciółką), zauważa przystojnego ciemnoskórego mężczyznę, który odegra znaczącą rolę w jej życiu. Nie ma tu miejsca na tani romans.

Emily i Jacob będą ze sobą rozmawiać, debatować, deliberować, konwersować, kontrargumentować i pertraktować, poznając się nawzajem, a rodzące się między nimi uczucie będzie ukoronowaniem, uwieńczeniem, kropką nad „i” tego, co sobie przez wspólny czas dali. Poruszą tematy wiary, rasizmu, ekologów i wielu innych, docierając się wzajemnie i wielokrotnie się raniąc. Wypiją hektolitry kawy, wypalą kilkadziesiąt papierosów, zmokną na deszczu i ogrzeją się przy kominku.

W książce mamy sporo fragmentów pisanej przez Emily powieści. Zawarto w niej opis świata pozbawionego słońca, czekającego odkupienia i wybawienia. Jest mnóstwo symboli, nie tylko zawoalowanych synonimami, ale przede wszystkim ukrytych w przedmiotach i postaciach, ich sposobie bycia i spojrzeniu na świat.

Cały czas nadciągali odziani w błyszczące zbroje Góranie, mali Doliniarze, Mokradanie ciągnący wózki z mokrym piaskiem, De Watki niosące swój totem, Ludzie, Czarodzieje w czerwonych kapturach i Ekonadzy śpiewający oratoria i psalmy.

(Fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Zebrany oręż, pod wodzą Wybranej, która ujarzmiła żywioły i zdobyła przychylność Generała, ma stoczyć bitwę z morderczymi fortepianami. O światło. O to, żeby już nie było mroku i czarnej nicości.

Pani Borochowska serwuje nam jeszcze coś. Bajkę. O królu, który za namową księżniczki (jego przyszłej małżonki, jak to w bajkach bywa), zmienia się, stając się nie tylko wizualnie piękniejszym, ale przede wszystkim umacnia się wewnętrznie. Kształtuje nie tylko swoje ciało, ale i charakter, przemieniając się z brzydkiego kaczątka w prawdziwego łabędzia.

To nie była łatwa książka, którą można zabić czas. To nie była lektura, która wyłożyła wszystko na tacy i okrasiła prostym językiem, nie zmuszając do przemyśleń. Złamane pióro to jeden wielka mozaika symboli, alegoria, przenośnia i metafora codzienności. To różnobarwna ścianka, która dopiero po czasie, przemyśleniu, przekręceniu elementów składowych, zaczyna tworzyć jednolitą, jednobarwną, ukształtowaną całość.

Zastanawiam się, jak pani Małgorzacie udało się tak trafić i zbudować powieść, w której znalazłam tyle wspólnych myśli, a także odniesień do mojego życia. Nie mogę wyjść z podziwu.  🙂

Wydaje mi się, że wiele osób może nie podołać wielości synonimów, czasem może nazbyt górnolotnym słowom, zachowaniem bohaterki, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć i pewnie niejeden zamknąłby ją w wariatkowie. Kto jednak ma ochotę być koneserem i spijać niespiesznie, łyk po łyczku, historię o odnajdywaniu siebie w kobiecości, w miłości, przyjaźni i w zgodzie z przeszłością, to jest to pozycja obowiązkowa.

Materiał źródłowy: http://erpgadki.pl/blog/index.php/2015/09/07/fortepiany-synonimy-i-symbole-czyli-zlamane-pioro-m-m-borochowskiej/

23) 3 września 2015r.www.wywrota.pl – Ula Michalik     Złamane pióro

Pasja, która leczy („Złamane pióro”, recenzja)

Patrząc na świat oczami Emily

(…) Jest to jedna z niewielu książek, w których znalazłam siebie – a lubię mieć, z kim się utożsamić. Myślę, że każda osoba bez względu na płeć, która wchodzi w dorosłe życie, powinna postawić tę pozycję na półce lektury obowiązkowe. Polecam także przeczytanie młodym rodzicom, którzy mają przed sobą wyzwanie wychowania człowieka, który kiedyś będzie żył samodzielnie. Książka, trafiając w odpowiednie ręce, powinna podziałać jak lek bądź wskazówka. Mnie dała ona do myślenia i pokazała, że pasja ma moc uzdrawiającą i nie można z niej rezygnować. Nie można pozwolić melodii granej w sercu ucichnąć (…).

Materiał źródłowy: http://www.wywrota.pl/ksiazka/27850-pasja-ktora-leczy-zlamane-pioro-recenzja.html

22) 31 sierpnia 2015r. – AGNESlubimyczytac.pl     Złamane pióro

Do dopisania książki do tych które chcę przeczytać przyczyniły się bardzo dobre opinie, i tu muszę bardzo podziękować autorce za udostępnienie książki, bo gdyby nie to, nie wiem kiedy w końcu wpadłaby mi w ręce, może nigdy a tego bardzo bym żałowała. (…) Nie potrafię pisać recenzji więc nie będę nawet próbowała tego zrobić, napisze prosto: książka bardzo mnie wciągnęła, jest naprawdę świetna.

Główna bohaterka bardzo klimatyczna, nie irytuje nawet w tych dobrych momentach. Główny bohater hmm… bardzo intrygujący. Język jest cudowny ech… trzeba się trochę bardziej skoncentrować czytając (przynajmniej na początku) ale bardzo urokliwy i piękny. Zaskakująca do samego końca. Już wyszperałam, że będzie druga część i czekam na nią z niecierpliwością. Jak już się wciągnęłam to nie ukrywam, że starałam się czytać z jednej strony wolnej by podelektować się trochę dłużej, z drugiej szybko bo chciałam wiedzieć jak ta historia się kończy, choć koniec tak do końca na pewno końcem nie jest. Ze względu na język na pewno nie da się tej książki tak po prostu przeczytać, trzeba się w nią zanurzyć i to jest bardzo przyjemne uczucie. Polecam!

Materiał źródłowy: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/144553/zlamane-pioro/wszyscy/2

21) 29 sierpnia 2015  – wybranyswiathistorii.blogspot.com     Złamane pióro

(…) Forma literacka tej powieści zaskakuje – bogate słownictwo, zwielokrotnianie synonimów i skojarzeń czyni lekturę nie do końca łatwą w odbiorze (…). Złamane pióro to układanka z wielu puzzli, historia w historii; o rezygnacji ze świata, poznawaniu swoich słabości, dojrzewaniu do dokonywania wyboru, pasji, trudnej przeszłości i o strachu przed jej wyjawieniem.

Lektura do interpretacji, pełna treści symbolicznych i metaforycznych. Książkę mogę polecić tym, co cenią kompozycje szkatułkowe, lektury łączące kilka gatunków oraz symboliczne treści.

Materiał źródłowy: http://wybranyswiathistorii.blogspot.com/2015/08/zamane-pioro-magorzata-maria-borochowska.html

20) 28 sierpnia 2015 – subiektywne-recenzje.blogspot.com     Złamane pióro

As Kier pisze o: Złamane pióro Małgorzaty Marii Borochowskiej!

Cześć! Dzisiaj trochę inny wieczorny wpis 🙂 Chciałabym Was zaprosić do „koleżanki po fachu”, która miała przyjemność zrecenzować wspaniałą powieść Złamane pióro, której autorką jest Małgorzata Maria Borochowska. Dlaczego warto tam zaglądnąć? A dlatego, że będziecie mieli okazję poznać książkę, którą z początku mylnie określiłam jako zwyczajny kryminał. Nie miałam jej okazji przeczytać dlatego też – jak to ja – zawsze oceniam po okładce, bo pierwsze wrażenie jest najważniejsze. A tu taka niespodzianka. Powieść okazała się wspaniałym utworem opowiadającym nie tylko o miłości, bo mówi też o…

„…Gdy zamiast błahego romansidła dostałam wspaniałą historię o pasji, dążeniu do celu, wytrwałości, bólu, pragnieniu, poświęceniu i wszystko to doprawione nutką miłości. Prawdziwej miłości, nie dzikiej fascynacji i pożądaniu…”  ©As Kier Pisze

Opis As Kier opisuje wszystko to co kocham w większości książek i w dodatku tutaj mamy do czynienia z polskim autorem, a jak wiadomo POLACY NIE GĘSI, SWÓJ JĘZYK MAJĄ. (A Polacy polską twórczość wspierają!) Najdziwniejsze jest to, że jeszcze nigdzie nie słyszałam o tej książce, co byłoby dla mnie dużą stratą!

Materiał źródłowy: http://subiektywne-recenzje.blogspot.com/2015/08/as-kier-pisze-o-zlamane-pioro-malgorzaty

19) 24 sierpnia .2015http://askier-pisze.blogspot.com     Złamane pióro

Złamane pióro Małgorzata Borochowska19_1Autor: Małgorzata Maria Borochowska
Tytuł: Złamane pióro
Wydawnictwo: Poligraf
Liczba stron: 360

Jakiś czas temu zalogowałam się na lubimyczytac. Książkę Złamane pióro dodałam na półkę Chcę w prezencie, gdyż byłam zauroczona niesamowitą i klimatyczną okładką. Fortepian spowity mrokiem, dłoń sztywna i jakby zestresowana i do tego desperacko trzymany nóż na nadgarstku postawiły przed moimi oczami wyobrażenie tajemnicy oraz ciekawej, nieoklepanej historii. Wiadomość, którą otrzymałam pewnego dnia, była dla mnie miłym zaskoczeniem i powodem niemałej radości.Autorka książki – Małgorzata Maria Borochowska – jest szczecińską pisarką, która w III Edycji Wyborów Literackich zajęła 1 miejsce w województwach: zachodniopomorskim i pomorskim oraz 6 miejsce w Polsce (ex aequo z Dorotą Masłowską).

19_2

„Proste i piękne historie o miłości są już z założenia oceniane jako banalne i kiczowate, a przecież miłość jako uczucie jest towarem pożądanym przez każdego. Miłość nie jest banałem. Odbioru sztuki trzeba się nauczyć i wypracować w sobie tę wrażliwość na piękno. Patrzeć i zobaczyć to wielka sztuka.”

~Jacob do Emily, str. 121 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Książka zaczyna się w dość popularny sposób: przystojny mężczyzna przepływa przez akademicki korytarz, świeżo upieczona absolwentka pochłania go wzrokiem i podpytuje koleżankę kimże jest ten wspaniały okaz. Pomyślałam, że dostanę historię o „trudnej” miłości między cudownym, boskim, genialnym i wybitnym architektem a młodą, głupiutką, niedoświadczoną i mało znaczącą szarą myszką. Jak wielkie było moje zaskoczenie – chociaż w głębi duszy wiedziałam, po prostu wiedziałam – gdy zamiast błahego romansidła dostałam wspaniałą historię o pasji, dążeniu do celu, wytrwałości, bólu, pragnieniu, poświęceniu i wszystko to doprawione nutką miłości. Prawdziwej miłości, nie dzikiej fascynacji i pożądaniu.

„Pamięć zawsze pokazuje nam minione obrazy w korzystnym świetle, nieomal bez skazy”

str.12 (fragment powieści  Złamane pióro MM Borochowska)

W głąb historii brniemy patrząc na świat oczami Emily – dwudziestopięcioletniej dziewczyny, która ma za sobą pewne doświadczenia i bagaż przeżyć, uwierające jej istnienie. Towarzyszymy jej w życiu codziennym, jesteśmy świadkami walki ze światem i samą sobą. Siedzimy obok jak duchy, gdy ucieka we wspomnienia czy robi notatki do swojej książki. Nie raz podczas czytania myślałam sobie „głupia, nie traktuj tak tych ludzi, oni chcą tylko ci pomóc!’ albo „no no, nieźle się wpakowałaś” i w końcu „brawo, jestem z ciebie dumna”.

Po zakończeniu lektury byłam już pewna, że wrażenie zrobione na mnie przez okładkę było nieprzypadkowe. Okazało się, że książka jest jeszcze bardziej oszałamiająca i wpadła w odpowiednie ręce – to nie może być przypadek!

19_3

fragment powieści Złamane pióro
MM Borochowska

„Każdy człowiek potrzebuje marzeń i buntu. Tylko marzyciele i buntownicy popychają świat do przodu. Tylko z marzeń i buntu rodzą się rzeczy wielkie…”

str. 76 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Autorka umiejętnie buduje więź między czytelnikiem a główną bohaterką, pozwala zajrzeć do jej umysłu i ciała oraz razem z Emily przeżyć przemianę. W wielu momentach czuć chaos panujący w jej myślach oraz niepewność co do skuteczności obranej przez nią terapii. Jeśli będziecie mieli ochotę przekartkować jakąś część, bo wyda Wam się nużąca, niepotrzebna, nudna, jedna rada – nie róbcie tego. Dla mnie był to sposób pewnego odstresowania się, chwili odpoczynku w przypadku czasami dziwnych, drętwych i banalnych notatek z pisanej przez główną bohaterkę książki. Miejmy jednak świadomość, że powieść nie powstaje od razu w formie wydawniczej, a pierwsze zapiski są raczej sposobem ubierania myśli w słowa, nie tworzeniem ostatecznej historii.

Jest to jedna z niewielu książek, w których znalazłam siebie – a lubię mieć z kim się utożsamić. Myślę, że każda osoba bez względu na płeć, która wchodzi w dorosłe życie powinna postawić tę pozycję na półce lektury obowiązkowe. Polecam także przeczytanie młodym rodzicom, którzy mają przed sobą wyzwanie wychowania człowieka, który kiedyś będzie żył samodzielnie. Książka trafiając w odpowiednie ręce powinna podziałać jak lek bądź wskazówka. Mnie dała ona do myślenia i pokazała, że pasja ma moc uzdrawiającą i nie można z niej rezygnować. Nie można pozwolić melodii granej w sercu ucichnąć.

„Nowa tożsamość uwierała niewygodnym krojem. Nie stałam się przecież kimś innym, chociaż czułam, że pierwszy raz nie odwracam się do tyłu…”

str. 253 (fragment powieści Złamane pióro MM Borochowska)

Najważniejsze jednak, że powieść kończy się w sposób, który zapowiada nadejście kolejnej części i czekam na nią z niecierpliwością i nadzieją, że porwie mnie tak samo. Nie raz w oku zakręciła mi się łza. Musiałam się schować przed światem, bo po prostu wybuchnęłam płaczem. Nie raz śmiałam się wraz z bohaterami, uczestnicząc w ich rozmowie i realizacji ciekawych pomysłów. Książka, która leczy, uczy, rozbawia i pokazuje życie takie, jakim jest. Czego chcieć więcej od dobrej lektury?

Materiał żródłowy: http://askier-pisze.blogspot.com/2015/08/zamane-pioro-magorzata-borochowska.html

18) 23 sierpnia 2015lubimyczytac.pl     Złamane pióro
jolajnalola: Genialna powieść, trochę zakręcona ale bardzo dobrze się czyta. Skłania do refleksji. Polecam!

17) 22 sierpnia 2015 – onet.pl     Złamane pióro
Zosia_samosia: Super książka, przeczytana jednym tchem. Czekam z niecierpliwością na drugą część.

16) 21 sierpnia 2015 – onet.pl     Złamane pióro
Marcin: Świetna książka. Zdecydowanie polecam!

15) 21 sierpnia 2015 – onet.pl     Złamane pióro
Bożena:  Wspaniała książka – wyjątkowa autorka… zgrany duet… czekam na część 2., Małgorzato… :).

14) 03 marca 2015 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
KASIA B.:
Naprawdę polecam, początkowo książka jest trochę trudna w opanowaniu, ale z każdą stroną zamienia się w rewelacyjną powieść. Ostatnie strony z cała pewnością nie zdradzają że to pierwsza pozycja tej autorki. Mam nadzieję że wkrótce ukaże się druga część i z przyjemnością po nią sięgnę.

13) 01 października 2014 – onet.pl     Złamane pióro
wiewiór15: Jak dla mnie książka świetna i każdy, kto szuka czegoś na jesienne wieczory powinien sięgnąć po tę książkę oraz inne wydawnictwa Poligraf. Warto :).

12) 16 września 2013 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
BELLA: Fantastyczna książka. Polecam!

11) 09 września 2013 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
BEATA: Powieść emocjonująca, napisana w ciekawy sposób. Polecam!

10) 07 września 2013 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
BARBARA: Książka, która pochłania bez reszty, może zadowolić nawet wytrawnego czytelnika. Gorąco polecam.

9) 02 czerwca 2013 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
IWONA: Książka świetnie napisana. Zaciekawiło mnie połączenie trzech gatunków literackich, ponieważ była to pierwsza tego typu książką którą miałam przyjemność przeczytać. Pochłonęłam ją w ciągu kilku dni i naprawdę gorąco polecam wszystkim miłośnikom pięknego języka i niebanalnych historii.

8) 02 czerwca 2013 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
MONIKA: Genialna i wybitna powieść. Poruszająca i wywołująca niesamowite emocje. Czytałam z wielką przyjemnością i zapartym tchem. Autorka wykonała świetną robotę, a wszystkich, którzy chcą się o tym przekonać odsyłam do literatury!

7) 02 lutego 2013 – onet.pl     Złamane pióro
Marta W.: Genialna… to mało powiedziane!!! Przeczytałam, zaczęłam od nowa i nie mogę przestać. Żadna inna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Dziękuję Pani Małgosiu za uczucia które mnie wypełniły i proszę o jeszcze:)

6) 26 października 2012 – lubimyczytac.pl     Złamane pióro
IZABELA: Zaskakująco dobra książka o miłości, pasji, pragnieniu i bólu. Bałam się, że to będzie takie zwykłe romansidło na letni wieczór i cieszę się, że tak nie jest. Przeczytałam „Złamane pióro” w 4 godziny i warto było. Mam nadzieję, że autorka napisze kolejne powieści. Dodam, że książkę wybrałam, ponieważ spodobała mi się porządnie wykonana okładka oraz bardzo czarny tusz, dzięki któremu łatwo się czyta.

5) 17 września 2012 – onet.pl     Złamane pióro
Elżbieta K.: Napisz komentarz…No i wreszcie znalazłam chwilę (dosłownie!) aby „łyknąć” książkę jak niegdyś pewien aromatyczny trunek… tyle, że po trunku pozostawał niesmak a po książce NIEDOSYT. Powieść niesamowita (wcale nie jestem zaskoczona), czyta się z zapartym tchem oczekując rozwiązania mrocznej tajemnicy bohaterki i finału jej znajomości z Jacobem. Ale już wiem, że będzie dalszy ciąg i czekam z niecierpliwością. A poza tym gratuluję odwagi o podjęciu decyzji..

4) 15 lipca 2012 – onet.pl     Złamane pióro
eDYTOR: „Genialna powieść szczecińskiej autorki” głosi hasło na ostatniej stronie okładki. Przesada? Nie! I jeszcze raz nie! Powieść rzeczywiście jest genialna, ma to coś, co wciąga od pierwszej strony i nie puszcza do ostatniej. Małgorzata Borochowska przemawia do czytelnika przepięknym literackim językiem, bogate słownictwo niejednego erudytę może zaskoczyć. Do tego barwna i wyrazista narracja, opisy przeżyć – zabarwione miejscami erotyzmem – tak realistyczne, że czytelnik dosłownie odczuwa je na własnej skórze. Dyskusje bohaterów niejednokrotnie sięgają poziomu akademickiego, prowadzone jednak w przystępny i zabawny sposób. Rozdział fantasy zadziwia poetycką formą, wykorzystaniem motywów i postaci ze współczesnego świata i fantastycznym opisem walki. Powieść o trudnych życiowych wyborach, o miłości, dojrzewaniu, przyjaźni oraz odwadze i determinacji, która pozwala biegunowo odmienić życie. Podsumowując, można śmiało powiedzieć, że powieść jest przemyślana i dopracowana pod każdym względem.

3) 30 czerwca 2012 – onet.pl     Złamane pióro
Dariusz H.: Bardzo kobieca literatura. Świetna okładka i piękny poetycki język. Rzadkie połączenie formy z treścią. Część fantasy – genialna. Wielki szacunek dla autorki!

2) 28 czerwca 2012 – onet.pl     Złamane pióro
Monika B.: Wspaniała powieść. Poruszająca i wzbudzająca niezwykłe i piękne emocje, czyta się z wielką przyjemnością. Gorąco polecam!!!

1) 27 czerwca 2012 – onet.pl     Złamane pióro
Magdalena K: Genialna, naprawdę genialna. Czytałam z zapartym tchem i jestem pod ogromnym wrażeniem – Gratulacje dla autorki.